Praca w chmurze

1

Co zrobić by zatrzymać młodzież w powiatowych szkołach, jak sprawić by były bardziej konkurencyjne? Czy jesteśmy w stanie walczyć z bogatą ofertą edukacyjną stolicy? Wreszcie, co stanowi o wyborze szkoły dla dziecka: dojazd czy prestiż? Nad odpowiedziami od dawna dyskutują samorządowcy i dyrektorzy szkół ponadgimnazjalnych z terenu powiatu. O tym, że jest źle nie trzeba nikogo przekonywać, ale o tym co zrobić by było lepiej, wiedzę ma niewielu.

Wydaje się, że doskonałym wstępem do toczącej się od jakiegoś czasu dyskusji władz powiatu z dyrekcjami szkół, dla których jest organem założycielskim jest opublikowany kilka dni temu przez „Perspektywy” ranking szkół ponadgimnazjalnych 2015 roku. O słabej pozycji „naszych” świadczą tragiczne od kilku lat wyniki zdawalności matur, a odległa pozycja powiatowych placówek jest wręcz zatrważająca.

Wystarczy wspomnieć, że najlepszą wśród nich – 130 miejsce na Mazowszu -zajmuje III Liceum Ogólnokształcące im. Jana Pawła II z Wołomina i jest daleko poza 500 w kraju. W rankingu szkół zawodowych Technikum Ekonomiczne w ZSE w Wołominie zajęło 18 miejsce w województwie i 183 w Polsce. Smuci brak klasyfikacji LO z ulicy Sasina w Wołominie, radzymińskiego „zieleniaka” i zielonkowskiego „elektryka”. (…)

– Rozumiem, że temat wykładu jest frapujący, ale nie wszystkich nas dotyczy. Momentami czułam się zażenowana. Nasze szkoły są dobrze wyposażane i świetnie funkcjonują w technologii informacyjnej. Może nie w chmurze, ale internecie, programie Office 365. Od kilkunastu lat prowadzimy kształcenie na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że to mylne wrażenie, iż komisja zakłada, że w naszych szkołach nic się nie robi. A robi, panie dyrektorze. Problem jest zupełnie gdzie indziej. Nie w nowatorskich metodach nauczania a materiale, z którym przychodzi nam pracować, uczniach których wiedza, gdy do nas trafiają, przeraża – mówiła przedstawicielka tłuszczańskiej szkoły. – Proszę pamiętać, że w naszych szkołach w zasadzie mamy dzieci z rodzin ubogich. Na wsiach, nie zawsze jest komputer w domu, internet który sprawnie działa – mówiła wzbudzając ogólną konsternację u jednych i poparcie u drugich.

W podobnym tonie wypowiadali się kolejni przedstawiciele powiatowej oświaty. – Cóż z tego, że mamy dobry system nauczania, doskonałą kadrę pedagogiczną, wygrywamy granty, skoro moja szkoła, choć zawodowa, pozbawiona jest warsztatów? Te, które jeszcze są przerażają, nie przystają do tego, czego uczymy. Nie mówmy zatem o e-dzienniku, skoro nauka zawodu odbywa się jedynie teoretycznie.

Wsłuchując się w głos koleżanek nie wytrzymała także przedstawicielka Zielonki.(…)

Więcej na łamach Wieści.

1 KOMENTARZ

  1. To fakt. Podstawówki np. te w Radzyminie wypuszczają dzieci, których poziom umysłowy i wiedza są na poziomie piątoklasisty sprzed 20 lat. Ci młodzi ludzie nie są w stanie dodać dwóch ułamków a wymienienie państw z jakimi graniczy Polska jest dla nich wiedzą tajemną. Jak takie dzieci, opóźnione w rozwoju (taki jest smutny fakt) mają konkurować z liceami warszawskimi? Dlatego każdy myślący rodzic, który nie chce zmarnować potencjału swojego dziecka, już od podstawówki musi je dokształcać poza systemem szkolnym, który je tylko uwstecznia.
    Gdy nadchodzi czas wyboru liceum, rodzic taki woli wybrać dalszą szkołę w Warszawie, niż dalej posyłać dziecko do środowiska gdzie jego rozwój jest hamowany i niewykorzystany.

    W tym świetle bardzo zdziwiły mnie zapowiedzi p. Zimińskiej, która kilka lat temu zapowiedziała stworzenie oddziału liceum, w którym młodzież uczyłaby się w języku wykładowym angielskim. Był to oczywisty absurd z tego względu, że dzieci, które mają na tym poziomie język, w powiecie praktycznie nie ma. A jeśli są, to zawdzięczają swoje umiejętności rodzicom, na pewno nie szkole podstawowej i gimnazjum.
    Teraz pomysł ten został wstydliwie zapomniany. I słusznie. Moja rada: potrzebna jest szkoła, której celem nie będzie pozyskanie możliwie największej liczby opóźnionych uczniów, a raczej pozyskanie mniejszego, ale bardziej elitarnego, staranniej wyselekcjowanego grona.
    Rodzi się tu jednak problem. Dyrektorzy ze względu na małą całkowitą liczbę dzieci, biorą do szkoły wszystkich jak leci, nawet największych głąbów. Chcą zapełnić klasy. Jeśli mieliby stworzyć klasy z samych uczniów o określonym poziomie umysłowym, mogłoby się okazać, że jest ich zbyt mało…
    I znowu wracamy to poziomu podstawówek i gimnazjów, który, nie tylko u nas, jest tragiczny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj