Tak się traktuje przedsiębiorców w powiecie!

Tak się traktuje przedsiębiorców w powiecie!

Eksperci od spraw zagrożeń chemicznych z niedowierzaniem czytali stwierdzenia wicestarosty wołomińskiego Adama Łossana, wypowiedziane w jednym z ostatnich numerów bezpłatnego periodyku „Fakty wwl”. Po uważnej lekturze wywiadu odnosi się wrażenie, jakoby wołomińska rzeczywistość samorządowa w coraz szybszym tempie staczała się po równi pochyłej… Rozmawiamy z Bogdanem Domagałą, właścicielem DJCHEM Chemicals Poland S.A. w Wołominie.

 

Po ostatnich wypowiedziach wicestarosty Adama Łossana na temat kwestii wydania pozwolenia na budowę centrum handlowego, na podstawie „wadliwie” sporządzonego planu zagospodarowania, odnosi się wrażenie, że niezwykle pobłażliwie traktuje się w powiecie wszelkie „niedociągnięcia” prawne, związane z urbanistyką. W kontekście wieloletniej przepychanki w sądzie i instytucjach dwóch inwestorów, którzy mają problemy bo włodarze zaniedbali swoje obowiązki, zdanie w ustach starosty: „Plan dla tego terenu uchwaliła Rada Miejska w Wołominie, nie wprowadzając tego pojęcia, choć teoretycznie mogła” – brzmi jak daleko idąca pochwała niekompetencji kolegów samorządowców…

– Wypowiedzi wicestarosty na łamach Faktów wwl pokazują całkowity brak zrozumienia tematu, a dalej mówiąc, charakteryzuje je cynizm w stosunku do spraw bezpieczeństwa i najwyższych wartości, jakimi są życie i zdrowie ludzi. Snuje on insynuacje, jakoby DJCHEM kierował się tylko zagrożeniem swoich interesów. Uzasadnia wydanie decyzji na budowę Fabryki Projekt, opierając się na niewiążącym prawnie uzasadnieniu Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, pomijając wskazane przez wojewodę uchybienia oraz orzecznictwa sądów w podobnych sprawach. Lekceważy zapisy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Winą obarcza Radę Miejską.

Na pytanie „co znaczy bezpieczna odległość?” odpowiada: „To zależy, w którą stronę i z jaką prędkością wieje wiatr”. Czytając, włos na głowie się jeży. Specjaliści i ratownicy chemiczni osłupieli z wrażenia. W końcowej części artykułu stwierdza „Może DJCHEM chce wprowadzić jakąś nową działalność, która będzie wymagała dodatkowych zabezpieczeń albo strefy. Zabezpieczenia są kosztowne, a strefa jest kosztem sąsiedztwa”. Już kiedyś słyszałem te słowa. Wypowiedział je pan Marek Myszk w jednym z wywiadów. Panie wicestarosto, czy to przypadek, czy poparcie dla jedynie słusznej i poprawnej inwestycji?

Spójrzmy na to jeszcze z innej strony: Działający od kilkunastu lat w strefie przemysłowej miasta zakład, zatrudniający około stu pracowników, w większości mieszkańców powiatu, nagle w wyniku niedopełnienia przez urzędy niewygodnych formalności, uzyskuje sąsiedztwo centrum handlowego. Na głos oburzenia zarówno zarządu, jak i pracowników DJCHEM starosta odpowiada mniej więcej tak: „niech sobie zainstalują kosztowne zabezpieczenia – taka jest cena nowego sąsiedztwa”. A więc identyczne rozumowanie władz Wołomina poprzedniej kadencji (na szczęście rozliczone przez wyborców), jest kontynuowane przez Starostwo także i dziś.

Tak oto traktuje się mieszkańców i właścicieli firmy, która Wołominowi przynosi jedynie chwałę, choćby od lat klasyfikując się w czołówce prestiżowego rankingu Diamentów Forbesa.

Wicestarosta wielokrotnie sugerował, jakoby ustalenie bezpiecznej odległości, której domaga się DJCHEM jest tylko Pana fanaberią.

– Jeśli zapisy Dyrektywy UE Seveso, Prawa Ochrony Środowiska, zalecenia Metodologii Głównego Inspektora Ochrony Środowiska i Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, opinii Państwowej Straży Pożarnej i Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska dotyczących obowiązku ustalenia bezpiecznej odległości to fanaberia, to „gratuluję” wicestaroście wiedzy na tematy bezpieczeństwa.

Wyznaczenie bezpiecznej odległości od obiektów użyteczności publicznej do zakładu to ostatnie, najbardziej skuteczne ogniwo w łańcuchu minimalizacji skutków poważnej awarii przemysłowej.

Od chwili wydania pozwolenia na budowę centrum handlowego walczy Pan w sądzie i instytucjach o ustalenie prawdy: kto (jeśli w ogóle) zaniedbał swoich obowiązków, stawiając działający od 19 lat w Wołominie zakład DJCHEM w tak trudnej sytuacji. Na jakim etapie znajduje się cała sprawa?

– Zaniedbanie to zbyt łagodne słowo. W dużej mierze do obecnej sytuacji przyczynili się także twórcy Studium miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego po byłej Stolarce oraz poprzedni wicestarosta, i tu nie chodzi o trudną sytuację DJCHEM, lecz o bezpieczeństwo ludzi. Obecnie sprawa dotycząca Centrum Handlowego rozpatrywana jest przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, druga dotycząca Fabryki Projekt została oprotestowana do rozpatrzenia przez Wojewodę. Komu przyznają rację? W końcowym etapie zdecydują sądy, lecz dla mnie zawsze najważniejsze będzie bezpieczeństwo ludzi.

Przyglądając się naszej lokalnej rzeczywistości odnosi się wrażenie, że powiat jakby stanął w miejscu. Obserwując choćby kwestie związane z budową centrum handlowego jasno widać jak traktowani są tu chętni do inwestowania przedsiębiorcy.

– Chętni do inwestowania przedsiębiorcy gromadzą się nie tylko tam, gdzie są wolne, dogodne tereny lecz tam, gdzie są merytoryczni, dobrze znający realia samorządowcy, mający u swojego boku urzędników-specjalistów oraz przychylnych dbających o dobro wspólne radnych. Tam szybko osiągają sukces. Tego życzę naszemu miastu, gminie i powiatowi.
Dziękuję za rozmowę.
 

Sprawę komentuje dla Wieści także generał Ryszard Grosset (b. zastępca Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej i zastępca Szefa Obrony Cywilnej Kraju. Współtwórca Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego i systemu Zarządzania kryzysowego Rzeczypospolitej Polskiej. Twórca kompleksowego systemu wspomagania decyzji w ratownictwie chemicznym. Autor i współautor wielu nowoczesnych procedur postępowania służb ratowniczych m.in. w odniesieniu do zagrożeń terrorystycznych.)

„W artykule pobrzmiewają nutki lekceważenia, ale także arogancji w stosunku do obowiązującego prawa, solidnie popartej ignorancją i brakiem elementarnej wiedzy w temacie, o którym wicestarosta się wypowiada. Artykuł, a szczególnie ton wypowiedzi potwierdza tezę, że zajęcie (w naszych – polskich warunkach) określonego stanowiska natychmiast „uzbraja” człowieka w specjalistyczną wiedzę i daje mu placet do autorytatywnych wypowiedzi na dowolny temat. Jest to i straszne i śmieszne – jednak ze zdecydowaną przewagą tego pierwszego. Dodatkowo daje się zauważyć brak wiedzy w zakresie zmian polskiego prawa, szczególnie w zakresie koegzystencji zakładów zwiększonego i dużego ryzyka i tzw. przestrzeni publicznych. Pojęcia „przestrzeń publiczna” rzeczywiście kiedyś w polskim prawodawstwie nie było, ale od chwili wejścia w życie dyrektywy Seveso III i „wpisaniu” jej do polskiego Prawa Ochrony Środowiska w oczywisty sposób obowiązuje i nakłada szereg obowiązków na administrację samorządową. No cóż – miejmy nadzieję, że Pan Starosta zechce „pochylić się” nad lekturą tej ustawy zanim zmuszą Go do tego decyzje władz zwierzchnich…

A teraz na temat. Jest rzeczą oczywistą, że centrum handlowe w żaden sposób nie zagraża istnieniu i funkcjonowaniu DJCHEM. Faktem jest również, że w DJCHEM funkcjonują najnowocześniejsze na chwilę obecną systemy i procedury awaryjne, ograniczające do minimum zagrożenie awarią (zwłaszcza taką, która niesie znaczne obszarowo skutki). Czy to jednak oznacza, że awaria nie może wystąpić? Takiej gwarancji nie można dać żadnej instalacji na świecie. Dlaczego zatem pojęcie „bezpiecznej odległości” staje się tak istotne?

Przede wszystkim spróbujmy wyjaśnić sens tego pojęcia: otóż bezpieczna odległość to taki dystans od miejsca emisji materiałów chemicznych z terenu zakładu,w którym ludzie nie będą narażeni na negatywne skutki najpoważniejszej awarii, jaka na terenie zakładu może nastąpić przy najgorszym zbiegu okoliczności, mających wpływ na bezpieczeństwo zakładu. Czy można porównać bezpieczeństwo ludzi pracujących w zakładach pracy lub zamieszkujących w obszarze strefy oddziaływania zakładu oraz chcących się tam osiedlić z klientami centrum handlowego lub widzami multikina ?

W ocenie władz powiatu postawiono tu znak równości. całkowicie ignorując różnice między budownictwem jednorodzinnym, a wielkopowierzchniowymi obiektami przeznaczonymi do masowego pobytu ludzi (tzw. „przestrzeniami publicznymi”). Oczywiście możliwe jest budowanie budynków jednorodzinnych i nisko kondygnacyjnych osiedli mieszkaniowych oraz zakładów przemysłowych. Nie zapominajmy jednak, że na terenie zakładów przemysłowych pracuje ściśle określona liczba zdrowych fizycznie osób, które są przeszkolone w zakresie reagowania na zagrożenie, a poza tym każdy zakład ma ustalony plan ochrony i ewakuacji. Mieszkańcy okolicznych zabudowań mają wiedzę o profilu produkcji zakładu i bywają zapraszani na spotkania z kierownictwem zakładu w celu przekazania im wiedzy o potencjalnych zagrożeniach i adekwatnych do nich wzorcach zachowań. Czas powiadamiania i reagowania jest tu wystarczający, aby uniknąć skutków awarii w wypadku jej wystąpienia. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w odniesieniu do projektowanego Centrum Handlowego. W centrum handlowym i kinie przebywać będą także małe dzieci, osoby starsze, inwalidzi itp. Ludzie ci będą stanowić populację rzędu kilku tysięcy osób na niewielkiej i niekiedy bardzo ograniczonej (np. sale kinowe) przestrzeni. Taka sytuacja skrajnie utrudnia prowadzenie ewakuacji, a ponadto „katalog” realnych zagrożeń uzupełnia o efekt paniki, który może wywołać nawet niewielka emisja magazynowanego na terenie zakładów THT – związku służącego do nawaniania gazu (w zasadzie mało toksycznego, ale wywołującego jednoznaczne skojarzenia). Nagły, intensywny zapach gazu w wypełnionej po brzegi sali kinowej może potencjalnie spowodować skutki porównywalne do efektów ataku terrorystycznego. O skutkach paniki mieliśmy okazję przekonać się w minionym roku kilkakrotnie – m.in. w czasie juwenaliów na jednej z bydgoskich uczelni. Biorąc to wszystko pod uwagę uwzględnienie bezpiecznej odległości jest nie tylko potrzebne, ale wręcz niezbędne i to bez względu na fakt, że władze starostwa potencjalne skutki katastrofy „biorą na siebie” (jak zwykle w polityce tylko w sensie moralnym).”