Gminy sięgają po kolejne miliony

Gminy sięgają po kolejne miliony

– Teraz każdy trzeźwo myślący samorządowiec powinien natychmiast znaleźć osobę, która będzie mu robiła research tego o co i gdzie można wnioskować, w jakich terminach, i jakie są wymogi. To jest klucz do sukcesu – przekonywał w Wołominie wiceminister Funduszy i Polityki Regionalnej Waldemar Buda, który w środę 24 listopada był gościem środowiska lokalnych samorządowców i przedsiębiorców. Minister dokładnie omówił możliwości pozyskania dofinansowania, po które sięgać mogą wszystkie polskie gminy. (…)

Jak mówił, samorządowcy mają dziś naprawdę wiele możliwości pozyskiwania środków na swoje inwestycje: – Dziś sztuką zarządzania jest to, by pozyskiwać środki, które są dostępne w ramach konkursów zewnętrznych. Z tych strumieni trzeba korzystać i jest ich coraz więcej. Choć wielką sztuką jest dziś orientować się jak pozyskiwać te środki. Kiedyś było tak, że samorządy koncentrowały się na tym by startować w konkursach w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych, i to było jedyne źródło. Rządowych projektów nie było zbyt wiele. Dziś mamy kilka instrumentów: środki rządowe z Rządowego Funduszu Dróg Samorządowych czy Funduszu Polski Ład, który w pierwszym rozdaniu przekazał gminom 23 mld zł, a w puli jest aż 120 mld zł do rozdysponowania w ciągu 20 najbliższych miesięcy. Myślę, że wszyscy którzy się interesują funduszami wiedzą, że wielką mądrością jest tak  podzielić te inwestycje, żeby zdołać je wykonać, aby nadążać za tymi możliwościami. Dodatkowo dochodzi jeszcze KPO (Krajowy Plan Odbudowy). Tam środki będą dużo atrakcyjniejsze, będą na poziome 90 proc. – przypomniał wiceminister W. Buda, radząc włodarzom: – Teraz każdy trzeźwo myślący samorządowiec, powinien natychmiast znaleźć osobę, która będzie mu robiła research tego o co, gdzie można wnioskować, w jakich terminach, i jakie są wymogi. To jest klucz.

Środków „do wzięcia” jest więc całkiem sporo, co nierzadko przysparza kłopoty. Tylko powiat wołomiński z samego Polskiego Ładu otrzymał niedawno 79 mln zł. Nowy nabór przyniesie kolejne środki. Gminy mogą składać wnioski do końca roku, a rozstrzygnięcie nastąpi z końcem lutego. – Trochę opóźniliśmy ten drugi nabór by nie wystawiać za dużo pieniędzy na rynek, do przetargów, zamówień publicznych, bo to generuje ceny. Później widzą państwo, że ciężko przy tej inflacji zrobić inwestycje za pieniądze, za które wcześniej je realizowaliście, więc chcemy przyhamować. Ale cały czas trzymamy się scenariusza, że te 120 miliardów w perspektywie kilkunastu miesięcy będzie rozdysponowane – obiecał na środowym spotkaniu wiceminister Funduszy i Polityki Regionalnej informując, że w nowym rozdaniu w trzech poziomach każdy samorząd będzie zobowiązany złożyć wniosek najniższy. Wcześniej nie było tego wymogu. (…)

Więcej na łamach Wieści.

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

(26) Comments

  1. Apostata

    I tak Wołomin nie dostanie ani złotówki. Elka niech idzie do Struzika. Ostatnio dostała 20 tyś a kampania pijarowa była taka jakby to było 20 mln. Zobaczcie na Kobyłkę i inne miasta powiatu. Nikt się nie na dyma jak Radwanowa i każda gmina dostaje pieniądze. Była koleżanka Zbieciowa nie patrzy na to czy PiS czy nie PiS. Kasę bierze i po ministerstwach jeździ. A ropucha Burmistrz Wołomina walczy o "dobry samorząd" może i dobry ale biedny jak wołomin

    1. um

      Bo czasy biernego zarządzania zza biurka i kamery się już dawno skończyły. Halo, Wołomin, obudźcie się wreszcie!!!!!

  2. Janusze samorządu

    Ha, ha, ha....a Wołomin pozbył się takich osób, bo po co mieć specjalistów, którzy pozyskiwali środki z różnych źródeł? Przecież, że tak będzie było wiadomo już kilka lat temu. Łatwe pozyskiwanie środków z programów regionalnych się skończyło i nie wróci. Musieli ministra zaprosić, żeby to zauważyć? Gmina zamyka stawkę, jeśli chodzi o liczbę pozyskanych środków, to najlepiej pokazuje, jak bardzo przespali czas, w którym inne gminy budowały zasoby. Do tego burmistrz, który wszędzie podkreśla, jak bardzo nie lubi grantodawców. Mistrzostwo level Wołomin. Geniusze polityki samorządowej. Wstyd.

  3. mark

    Mogli myśleć już od 2007 roku. Mamy prawie 2022. Ile lat przespali? Przez ile lat robili tu chlew i długi? A teraz ciemniuch co nie umiał dogadać sie w sprawie dworca- z którego zrobił wiate- prawi morały..... A gdzie kozioł z cieplarni??? Oni są wszyscy z jednego układu, po jednych piniondzach- nikt tu nikogo za zaniechanie marnotrastwo i długi- nie rozliczył. Nikt. Idą wybory - więc odradza sie stare hasło: Nikt wam tyle nie da - ile ja wam naobiecuje. Wszystkich i ich pociotków co przy korycie są 25 lat- powinno sie odstawić od samorządowego cyca.

  4. Oluś

    Do rozpędzonego pociągu rzadko komu udaje się wsiąść, a u nas nawet nie ma strategii jak wsiadać. Nie wiem co by się musiało stać, żebyśmy wyszli z poziomu Lubelszczyzny. Poziom pozyskiwania to góra 2007 r., reszta jednak gmin weszła w 2021 r., ale Wołomin nadal uważa, że jest zajebisty i nic nie musi robić, poza poniżaniem osób mających inne zdanie. Totalnie nowa ekipa po wyborach, która by wymiotła dokładnie wszystkich krewnych i znajomych króliczka i postawiła na ludzi może nie super medialnych z dobrym pijarem, ale na fachowców znających się na zarządzaniu to podstawa. Jeszcze musiałaby wziąć na klatę chude lata, podczas których trzeba by było posprzątać po latach zaniedbań, pospłacać długi, przyciągnąć mądrych ludzi... Trudna sprawa, ale warto podjąć ryzyko, bo jak gmina padnie i wejdzie urząd komisaryczny to będziemy mieć partię rządzącą w Wołominie niejako z automatu. Choć z drugiej strony, jak burmistrz kandydowała na senatora to nie myślała o tym, że jak wygra to w Wołominie będzie z automatu rządził PiS. Prywata, prywata, prywata, a nie dobro gminy i mieszkańców. I brak kompetencji.

  5. Elle

    Oluś, wyobrażasz sobie reakcję familii i znajomych króliczka na chude lata? Bo bez nich raczej trudno będzie wyprowadzić gminę z zapaści. Chciałbyś się znaleźć w skórze nowej ekipy? Ekipy realizującej racjonalne pomysły i oszczędnej, obywającej się bez fajerwerków, wstęg, ławeczek i piesiaczków, co należy podkreślić. To chyba nie jest oferta dla tego miejsca i jego mieszkańców, bo im jest dobrze tak, jak jest.

  6. mark

    @elle Ale właśnie w tym rzecz żeby ludzie zrozumieli, żeby składali swoje propozycje do rad , na burmistrza, slołtysa- żeby popędzić tych wielokadencyjnych ciemniuchów, którzy tylko gadają , że sie nie da , że nie ich końpetencje, że jak pozyskać środki , fundusze- nie wiadomo, że wniosek wypisany czarnym długopisem, że brak podpisu , uwierzytelnień..... Właśnie trzeba pogonić te stado niemotów od samorządowego koryta. Bo tam już siedzą całe rodzinne klany.

  7. Oluś

    Każdy ma swojego Kaczyńskiego, tylko Wołomin dostał wersję ubogą, spod Radomia. Myślę, że obecnie zachowania wyborców trudno ocenić, bo można klaskać w dłonie jak się żyje na w miarę przyzwoitym poziomie, ale jak się koła na dziurach urywa, to już się klaskać przestaje, a jak się zaczyna dostrzegać, że jednak zięć z innej gminy ma o wiele lepiej to się powoli zmienia preferencje wyborcze. W Wołominie wybór jest praktycznie dwubiegunowy, albo obecna klika albo PiS, to jak wybór między ospą a różyczką. Trudno też ocenić kto klaszcze dlatego, bo mu się władza podoba, kto dla świętego spokoju, żeby nikt się go nie czepiał, a kto, bo się boi. Ostatnio słyszałem, że jak wygra ktoś inny niż z obecnej ekipy to szampan będzie się lał ulicami miasta. W obecnej klice wszyscy potencjalni kandydaci mają już swoje ciepłe posadki, więc znamy ich możliwości i raczej nie ma z kogo wybierać, poziom bardzo wyrównany, siadaj, trója. W PiS trudno stwierdzić, oby nie wystawili tych, co się już spalili. Cała nadzieja w kimś nowym, trzecim... Tak, Elle, masz rację, taka osoba będzie musiała mieć twarde plecy, żeby te wszystkie ciosy przyjąć i się nie załamać. Ale znowu z innej strony, i obecna ekipa już kasę na igrzyska wyczerpała i chude lata już mamy, więc może te dwa lata do wyborów to akurat przyzwyczajenie ludzi, że trzeba zaciskać pasa. Ale z innej strony, w Legionowie np. się udało, Przed Smogorzewskim też było takie bagno jak mamy teraz w Wołominie, a facetowi się udało i mieszkańcy to zrozumieli i nawet jak była afera, bo zachował się dość niepoprawnie politycznie, to wyborcy mu wybaczyli, bo widzieli, że to co robi ma sens, że miastem wreszcie rządzą ludzie z pomysłem i wiedzą, jak te pomysły wdrożyć, więc może....Ja nadal liczę na cud. I mam nadzieję, że wreszcie wszyscy będą mieli odwagę mówić otwarcie, co się dzieje na Ogrodowej, bo ludzie się boją, a mieszkańcy, jakby się dowiedzieli o wielu ciekawostkach na pewno lepiej by wybrali podczas wyborów.

  8. mark

    Oluś, ale ja pisałem już dawno, zanim wyszło to opracowanie o gminach najlepszych do życia: kupcie sobie bilet za 24 zł- dobowy ztm- a zobaczycie dokąd na nim dojedziecie czym i po czym, i jak wyglądają te gminy. Wszędzie, można dojechać autobusem ztm i skm- i kolejką km. Ale we wołmińcu - TYLKO kolejką KM- I NICZYM INNYM WIĘCEJ. TYLKO TU JEST TAKIE ZAPUŹNIENIE. Piszesz o Legionowie- tam infrastruktura dróg mediów typu gaz woda kanaliza- ostro bardzo ostro ruszyła już w 98roku- bo wtedy ostro tam ruszyła deweloperka która we wołmińcu albo kobyłce- dopiero sie rodzi. I od tego czasu ludzie w samorządach Legionowa Babic Lesznowoli Piaseczna Pruszkowa- nawet Ożarowa - gdzie w 2000 roku śmierdziała kapusta i cebula a francuska Telefonika rozwaliła jedyny dyży zakład- fabryke kabli- ludzie nauczyli sie pozyskiwać środki zewnętrzne i kooperować z wawą i urzędem marszałkowskim. I wweź wyciągnij średnią dla tych wszystkich gmin z pieniędzy i funduszy, projektów w jakich te gminy partycypowały i przyrównaj do wołmina. Nie da sie- to nie ta skala. Wołmin z funduszy zewnętrznych pozyskał garść cukierków i połowe z tego zgubił a tamci pozyskiwali fabryki, kolejne motory rozkręcające gospodarke: drogi, media, stadiony , baseny- nowych inwestorów, strefy ekonomiczne....podczas gdy wołmin jak już coś robił- to za swoje albo w kredycie- za które my płacimy. I biorąc kolejny kredyt- obcinał se kolejny budżet który zamiast budować inwestycje- musiał obsługiwać kolejny kredyt. I tak w kółko. Aż doszliśmy teraz do sytuacji w której wołmiński urząd nie mogąc zachować płynności dla obsługi tych swoich - niby- inwestycji, w jednym miejscu- musi sprzedać ziemie w drugim- np grunt po starej szkole w Majdanie. Śmiech na sali: sprzedawać ziemie w takim miejscu- zamiast budować na tym gruncie coś dla 4 wsi- oni chcą taki punkt opchnąć za psi grosz- nie posiadając w tym miejscu innej alternatywy którą gmina wieśniakom mogła by dać. Może im internet dla sołectw podłączą.... Jedyną ziemie wspólną dla 4 wsi chcą opylić zamiast wsiokom zbudować świetlice, filie biblioteki jak w Zagulańcu czy przychodnie zdrowia by wsioki nie ciągneli sie do wołmińca. To sztandarowy przykład bezmózgowia, wyprzedarzy z pełną świadomiścią- premedytacją- gminnego majątku , świadomego zaniechania i utraty szans- bo sie nie umie przekuć możliwości, pomysłu - w realizacje czegoś dla dobra ludzi. Dlatego tu trzeba zmiany ludzi i podejścia - od samego dna. A w tych ludziach co są- ani zmian ani innego podejścia do gminy- nie uświadczysz.

  9. Oluś

    A co powiesz na działkę po starej oczyszczalni na Zielonej? Wisi wielki szyld, sprzedam pod zabudowę wielorodzinną. W takim miejscu, przy lesie. W takim Pomiechówku pośrodku niczego potrafili zrobić park przyciągający tłumu. Z roku na rok rozwija się infrastruktura towarzysząca, a u nas działka na sprzedaż. Zamiast pomyśleć, wyprzedają. Masakra. A jest tyle programów, z których można by pozyskać środki na budowę fajnej atrakcji w tamtym miejscu. Ale po co wkładać w cokolwiek wysiłek, lepiej sprzedać. Możliwości pozyskania środków jest naprawdę dużo i trzeba być kompletnym jeleniem, żeby tego robić. Tylko to, co powiedział wiceminister w Wołominie jest nierealne do osiągnięcia, bo żeby sprawnie zarządzać różnymi źródłami dofinansowania to trzeba mieć jakiś plan działania, jakąś wizję rozwoju, pomysł na miasto. Trzeba mieć też wiedzę o tych różnych mechanizmach i wiedzieć co z czym połączyć. Trzeba szukać partnerów, nawiązywać kontakty, wpuścić ekspertów zewnętrznych (są też programy pomocowe i w tym obszarze, gmina nie wyda na to ani złotówki). Tylko, że jak przyjdzie ekspert to zacznie od analizy problemu, a na to nikt sobie w urzędzie nie pozwoli, bo jeszcze wyszłyby lata zaniedbań i byłoby to oficjalnie na piśmie. Poza tym, żeby zrobić coś nowego to trzeba mieć przynajmniej minimalną otwartość na zmianę i chcieć się czegokolwiek nauczyć, a tam nawet gdyby z samej Komisji Europejskiej ktoś przyjechał i próbował projekt poprowadzić, to znajdzie się niejeden mądry, który będzie uważał, że wie lepiej i zrobi idiotę z komisarza, bo przecież urzędnik z Wołomina lepiej wie jak się środki unijne wydaje niż ten kto programował cały mechanizm. Ale czemu się w sumie dziwić, większość wołomińskich urzędników całą swoją karierę związała z urzędem, dla nich urząd w Wołominie to centrum zarządzania wszechświatem. Kisi się więc wszystko we własnym sosie i dopóki ktoś ich nie wyprowadzi z błędu i radykalnie urzędu nie przewietrzy to nic się nie zmieni. Szkoda gminy.

  10. Elle

    Oluś, nawet jeśli już dziś gmina nie ma pieniędzy, to jednak każde posunięcie władz gminy odbywa się z odpowiednim nagłośnieniem. Jest tuba propagandowa przekonująca mieszkańców o tym, że miejscowa burmistrz jest zapracowana dla ich dobra i o niczym innym, jak o dobrostanie gminy i mieszkańców nie myśli. Dzięki tej propagandzie przeciętni mieszkańcy porzucają dociekania w kwestii stanu finansów gminy i realnych możliwości realizacji zadań własnych gminy. Tkwią w przekonaniu, że jeśli nie dziś, to jutro, a najdalej pojutrze ktoś połata drogi, wyremontuje szkoły czy przedszkola i je doposaży. Nowa władza będzie musiała ludzi uświadomić, że potrzeby gminy są jej znane, ale mimo szczerych chęci - potrzeb tych z prozaicznych powodów nie zrealizuje. Taki zimny prysznic może mieć różne następstwa, ale raczej niezbyt przyjemne. Na rozsądek mieszkańców bym nie liczyła.

  11. Oluś

    Elle, zgadza się tuba propagandowa działa, ale jednak coraz częściej słyszy się głosy "dałem się nabrać, źle wybrałem". Oczywiście są i tacy wyborcy, którym władza w twarz napluje, a oni będą wdzięczni i będą się czuli wręcz zaszczyceni. Ale to już na pewno nie ten procent wyborców, który głosował na obecną ekipę w poprzednich wyborach. To trochę tak, jak z wyznawcami PiSu. Jest żelazny elektorat i nic chyba nie zmieni ich preferencji wyborczych. Ale jest też cała grupa niezdecydowanych i o nią toczy się walka. Załóżmy, że nadal z różnych względów na obecną ekipę będą głosować krewni i znajomi króliczka i część seniorów. Czy to wystarczy, żeby kolejny raz wygrać? Nie sądzę, zwłaszcza, że nawet w najbliższym otoczeniu jest bardzo dużo osób, które już po prostu mają dość, bo relacji z ludźmi nie buduje się na takich podstawach albo przyciąga się ludzi podobnych do siebie, a te relacje nie są trwałe i zmieniają się jak chorągiewka. Zauważ, że różnica między Madziarem a obecną burmistrz podczas ostatnich wyborów była minimalna, a PiS w skali kraju też nie spada na łeb na szyję. Poza tym, w samej ekipie rządzącej są rozłamy i być może za chwilę będziemy mieć igrzyska przedwyborcze, bez udział opozycji. Już teraz, patrząc na lokalne wojenki, zęby bolą. Cyrk na kółkach. Oby zadziałało powiedzenie, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

  12. Elle

    Oluś, a ilu z tych, którzy dali się nabrać i czasami nawet o tym komuś powiedzą, zdecyduje się powiedzieć otwarcie, że źle wybrali z wymienionych chwilę później powodów? Powodów racjonalnych i mających uzasadnienie ekonomiczne, bo tylko takie mam na myśli. Bardzo, bardzo niewielu, a głównie z tego powodu, że nie warto się wychylać, nie warto wychodzić przed szereg, bo co ludzie powiedzą. Zaliczą do wiecznych malkontentów albo awanturników, którzy spowodują, że miasto wyburzą, a ludzi rozgonią nie wiedzieć gdzie. Jest taka miejscowa mentalność, która powoduje, że ludzie biorą co im się daje i z tego się bezwzględnie cieszą. Nawet jeśli mają oczekiwania, to nie podejmą działań mających na celu realizację oczekiwań, bo różne mogą być tego konsekwencje. Dlatego mamy równanie w dół i niepewność przy urnach, która powoduje, że wybieramy mniejsze zło. Władze się szanuje i oficjalnie przeciwko nim nie występuje, bo to nie wypada, przecież oni wiedzą, co robią, więc jeśli w naszej ocenie robią coś źle, to pewnie się mylimy co do sformułowanej oceny. Ile spraw istotnych dla mieszkańców i gminy "rozeszło się po kościach"? Sprawa wysypiska, ewidentnej niegospodarności w miejskiej spółce, internetu, którego nie ma, zastępczych upstrzeń miasta - cokolwiek ma swój właściwy koniec lub chociaż bieg?

  13. Oluś

    Otwarcie to na pewno nikt nic nie powie, bo się boi, tu masz rację. Też racja, że do samego końca wybory będą niewiadomą, bo ludzie mogą inaczej zagłosować niż wskazywałaby ich postawa. Tworzy się przy okazji taki dysonans - ktoś odwołuje się do wyższych wartości, kreuje siebie jako życzliwego, miłującego Boga, leży krzyżem w kościele, a zło toleruje, sam w nim bierze udział, a przy każdej możliwej okazji hejtuje każdego, kto ma jakiekolwiek zastrzeżenia do obecnego sposobu rządzenia. Taka wołomińska etyka, nikt nikomu nie ufa, każdy każdego podejrzewa, a wszyscy wyznają jedną zasadę: kupą mości panowie, kupy nikt nie ruszy, bo kupa śmierdzi, a przynajmniej kupa może zdusić jednostki mające inne zdanie. U nas ta kupa jest pozytywna, więc jest ok. Najbardziej toksyczne środowisko, jakie można sobie wyobrazić. A jeśli chodzi o inwestycje, to nie może się udać coś co zrodziło się pod prysznicem, pod wpływem chwili, nie jest oparte na diagnozie, nie ma zabezpieczonych środków na całość działań i w ogóle nikt nie pomyślał o ciągu dalszym. Pod tym względem samorząd jest niebezpieczny - ma stosunkowo sporo nie swojej kasy, która nie podlega żadnej weryfikacji, podobnie zresztą jak kompetencje osób, decydujących na co ją wydać. Można wydawać jak blondynka po wypłacie - dziś mam ochotę na ławeczkę przed domem, to kupię sobie ławeczkę, a do tego pergolę na róże. Jak się kasa skończy to wezmę pożyczkę, bo ta pergola taka ładna. Za miesiąc gust mi się zmieni, to ławeczka niech stoi i rdzewieje, a ja sobie postawię w innej części ogrodu fontannę z siusiającym chłopcem. Po finansach gminnych można by się jednak spodziewać czegoś więcej.

  14. mark

    Co do inwestycji- zmarnowali czas. To sie nie wróci. Projekty dla poszczególnych wojewódzstw- owszem są. Ale z racji tego, że mazowieckie dorównało do średniej unijnej- wielu już nie ma i nie będzie- bo wojewódzstwo już jest na poziomie średniej unijnej. Kto był mądry- skorzystał. Kto głupi- tkwi w błocie. Z czasem okarze sie, że gminy z pod lub Kielc czy Wałcza - potrafiące partycypować w zadaniach i projektach- będą wyglądały lepiej niż wołmin- bo więcej potrafiły wniosków do danego projektu napisać- i pozyskać chajs- podczas gdy ten zaszczanek- miał czas , zmarnotrawił gi, projekt dla tego wojewódzstwa jest zamknięty i Sajonara. Przegrali swój czas na gupoty. Podejrzewam że 619 miejsce- nie jest takie niskie. W kolejnych opracowaniach przegonią nas gminy które na początku przemian mogły tylko marzyć by mieć połowe wołmińskiego budżetu. Zobaczysz- tak będzie. Przez ich gupote mamy teraz 619 a bedzie gorzej

  15. Oluś

    Mark, to już się dzieje. Spójrz na drogi na Podlasiu. Zdecydowana większość gładka jak stół. Trzy chałupy i równiutki asfalt. A w naszej gminie sołectwa mają po trzy drogi asfaltowe na krzyż, łata na łacie, chodnik to luksus. Przespaliśmy swój moment. Spójrz na benchmarki w umowie partnerskiej na kolejną perspektywę finansową funduszy unijnych. Tam nie ma nic o tym, że szkoły mają mieć wyremontowane sale lekcyjne czy sprzęt do nauki. Na to była kasa w poprzednich perspektywach. Teraz dbamy o dobrostan uczniów i nauczycieli, każda szkoła ma być gotowa do przyjęcia uczniów z niepełnosprawnościami, ma zapewnić wszystkim uczniom niezbędne zajęcia, odpowiadające ich potrzebom, psychologa, rehabilitanta, terapeutę SI, itp. Szkoły specjalne mają być powoli wygaszane. A co jest w wołomińskich szkołach? Jeden psycholog na 800 uczniów, bo reszty się urząd pozbył i poszli sobie do Marek, Ząbek, Warszawy. Nikt nie będzie się zastanawiał skąd taki Wołomin weźmie kasę na remonty, bo na to była kasa wcześniej, albo skąd weźmie nauczycieli-specjalistów, bo na ich zapewnienie było pierdyliard konkursów w poprzednich pespektywach. I nagle się okazuje, że te projekty realizowały samorządy z jakiś wiosek spod Rzeszowa i tam się dało, a u nas dyrektor musiał o kasę na dwa krzesła walczyć, bo się połamały, choć tylko w ramach jednego projektu można było np. wyremontować salę gimnastyczną. I niech zgadnę, jak szkoły się zaczną sypać na dobre, a kasy będzie coraz mniej, wyjdzie burmistrz i powie, że to wina Kaczyńskiego, bo oni by bardzo chcieli, ale nie mogą, bo im rząd kasy nie dał. Wołomin się udusi, bo z programów regionalnych już tak łatwo kasy nie dostanie, bo jest jej mało w porównaniu do tego, co było, konkurencja duża, a urząd nie ma potencjału do sprostania konkurencji. Dodatkowo, w ramach programu regionalnego będą finansowane wszystkie partnerstwa, jeżeli przynajmniej jedne z partnerów będzie z obszaru stołecznego, a część kasy, na kluczowe projekty, będzie mogła być rozdysponowywana w sposób centralny. Ponadto, żeby projekt mógł być zrealizowany będzie musiał stanowić część strategii w danym obszarze. Nie wspominając już zupełnie o tym, że dofinansowanie z UE będzie jedynie na poziomie 50%, co przełoży się na większy wkład własny, którego gmina nie ma, a po projekty na zapewnienie wkładu własnego nigdy nie sięgała, więc pewnie nawet nie wie, że jest taka możliwość. Z programów rządowych też będzie ciężko, bo jednak nie można obrażać kogoś na każdym kroku i liczyć na to, że się coś dostanie. A z całej masy innych źródeł dofinansowania gmina nie będzie w stanie skorzystać, bo poziom zaawansowania tych programów jest tak wysoki, że trzeba od lat być w temacie, żeby sprostać konkurencji.

  16. mark

    Fajnie piszesz- widać że wiesz , co. Tylko uważaj- bo Ci zara jakiś wołminiak z dziada pradziada i z baby prababy z pod Ostrołęki napisze- że jak Ci źle- to sie goń, spadaj ze wołmina albo sie wyprawóć stomt- jak ci nie pasi. A właśnie fajnie - trzeba ludzi uswiadamiać o tym , że grasujący w gminie od wielu kadencji - układ- wpędził i miasto i gmine i powiat- w poważna gospodarczą infrastrukturalną i demograficzną zapaśc. Niech wiedzą. Dla mnie wyjście jest jedno: młodzi - bez związku z układem szfagrami i rodzinnymi klanami- stawajcie do wyborów.

  17. Oluś

    Też jestem wołominiakiem z dziada pradziada i pewnie dlatego tak boli to, co się tu dzieje. A w Wołominie jest bardzo dużo mądrych ludzi, których również denerwuje obecny sposób rządzenia, bo widzą dysproporcje między Wołominem a resztą świata i co więcej, mają doświadczenie w rozwiązywaniu problemów, z którymi obecnie boryka się Wołomin. Tylko co z tego? Przychodzą do Wołomina, szarpią się kilka miesięcy, próbują coś zrobić i odchodzą, bo nic zrobić nie mogą, bo nagle się okazuje, że urząd, który powinien wycisnąć z nich całą tą wiedzę i doświadczenie, nagle zaczyna z nimi walczyć, ze strachu o własne stołki. Więc odchodzą i realizują projekty wartości rocznego wołomińskiego budżetu, ale już gdzie indziej. A Wołomin nadal klepie biedę, narzeka na złą politykę i szuka winnego swoich niepowodzeń. Tylko granat albo dobra miotła.

  18. mark

    A wiesz dlaczego tak jest? Bo projekt unijny należy rozliczyć w określonym czasie- całą sumą. A jak sie robi projekt z własnych piniendzy i kredytu- można taką inwestycje rozliczać latami, dolewać pieniędzy a w konsekwencji- zmienić wykonawce, poprawiać projekt - znów pompować chajs- własny albo kredytowany- i nikt na łapy- z zewnątrz ci przez miasiące i lata- nie patrzy. Mam mówić dalej??? Co to za fucha- co nic zniej korzyści sie nie ma.... Więc wołmin robi takie zadania - z pupy- ale tylko za swoje- a unijne dofinansoeania- okewa- bo to żadna dla nich łaska... byle im nikt na łapy nie patrzył. A w projektach unijnych masz napisane jasno : robisz za taką kase, tyle ci dajemy , zaczynasz 1- go kończysz 30-go, jak nie- to kara za niewykonanie, zwrot chajsu iinne. A we wołmińcu- zanim zaczną droge remontować- już wiadomo zanim projekt powstanie- kto to będzie robił, ile weźmie i kiedy może skończy . A odbiory poszły w dniu podpisania umowy na roboty. Goździk , buźka blacik, i do przodu. Zobacz- jakiś butny wykonawca napisał we wjeściach wcześniej: jak mi urząd da kare za niewykonanie w terminie- to mu więcej nic nie zrobie. Dlaczego tak napisał- bo jest częścią składową układu. Podczas gdy w przetargach- biorą firmy z całej Polski- tu jakoś dziwnie, prawie zawsze- przechodzą te same firmy. Dziwne ze np w Wałczu przetarg wygrywa raz firma z Kielc raz z Suwałk a raz z Piły albo Wrocławia... Dziwne....tak sie da??? Bo tu- nikt z zewnątrz do przetargu na roboty nie staje???? Układ ułożył każdy aspekt niby- zarządzania - pod siebie.

  19. Elle

    Oluś, Mark, macie rację w kwestii petryfikacji stanowisk, macie rację w kwestii funkcjonowania w mieście niezadowolonych z obecnej jego kondycji, szczególnie w porównaniu z miastami o podobnych parametrach, a nawet o gorszych, szczególnie geograficznie. Mark ma rację co do trwałości i przyzwyczajeń w pewnych obszarach, najpewniej mających domyślne w takich sytuacjach uzasadnienie. I macie rację, że zapóźnienia nie są od wczoraj, a jeśli są nie od wczoraj, to jest to jednoznaczny dowód na to, że tzw. przeciętny mieszkaniec taki stan rzeczy akceptuje i jest mu z tym dobrze, albo narzeka, realizując swoją potrzebę narzekania. Może uznaje, że tu tak ma być, jak jest. Nawołujecie do aktywności ze świadomością, że aktywnych będą niszczyć psychicznie, co w obecnych warunkach finansowych miasta będzie bardzo łatwe. Na obronę nowych aktywnych ze strony w miarę racjonalnie myślących i niezadowolonych nie należy liczyć, bo mogą nie chcieć się wychylić. Nie zauważacie, że sytuacja, przy takiej mentalności mieszkańców, jest patowa? Spróbujcie sobie przypomnieć tzw, oddolne inicjatywy społeczne i ich zakończenie. Tu można klaskać w łapki albo udawać zadowolonego. Demonstracja niezadowolenia, zasadnego - co należy podkreślić, nie kończy się dobrze dla odważnego, nawet jeśli niezadowolenie spowoduje działanie i korzystne zmiany, to zostaną one dostrzeżone po latach. A łatka awanturnika i malkontenta pozostaje na zawsze. Taka gmina.

  20. Oluś

    Elle, dostrzegamy, że pojedyncze osoby w takim układzie nie mają najmniejszych szans i urząd zrobi dokładnie wszystko, żeby ich ośmieszyć i poniżyć, przypinając im łatkę awanturnika, histeryka, albo jakąś inną ksywkę - w tym obszarze są wybitnie kreatywni, bo w sumie na tym głównie ich praca polega, mają doświadczenie. Znamy to z wielu historii osób, które chciały coś w tym bagienku zmienić. Ale nic w życiu wieczne nie jest, a jak ktoś mieczem wojuje, to w końcu od tego miecza zginie, kwestia czasu. Łatka malkontenta zostaje na zawsze, pytanie wśród kogo? Jak ktoś jest ogarnięty to mu ta łatka w niczym nie przeszkadza, uwierz mi, na Wołominie świat się nie kończy i nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś z powodu łatki jakoś cierpiał. Zazwyczaj znajduje szybko pracę gdzie indziej za kilkakrotność wołomińskiej pensji i z perspektywami na przyszłość. Owszem pozostaje gen działania, ale spokojnie można go zaspokoić w innych obszarach. Przy okazji zrobiłeś diagnozę, dlaczego w Wołominie jest bardzo okrojone środowisko organizacji pozarządowych. Mało osób chce prowadzić działania na warunkach określonych przez urząd, dzieląc się swoimi sukcesami z kimś, kto będzie chciał sobie przypisać wyłączne zasługi. Taka gmina.

    1. Kiedyś ngo w wwl

      Prawdziwe organizacje pozarządowe wyniosły się z Wołomina. Prawdziwi urzędnicy pracują dla innych urzędów.

  21. Elle

    Oluś, nie mam na myśli łatki przypiętej przez pracowników urzędu. Mam na myśli łatkę przypiętą przez mieszkańców, czyli sąsiadów bliższych i dalszych, egzystujących w takich samych warunkach. Tzw. ogarnięci, jako mniejszość, zamilkną, głównie po to, żeby mieć święty spokój. To nie jest miejsce dla organizacji pozarządowych, bo przecież jest lokalna władza, a ona wie lepiej. Najpewniej gmina musi sięgnąć absolutnego dna, żeby ludzie zmienili sposób postrzegania sprawowania władzy w mieście, odstąpili od bezwarunkowej akceptacji wszelkich posunięć, odrzucili teatrzyk i zaczęli mieć oczekiwania i wolę rozliczania miejscowych włodarzy z wykonywania przez nich obowiązków, czyli realizacji działań na ich rzecz. Na razie większość cieszy się lub udaje, że się cieszy, wszystkim, co władza miejscowa zrobi. Jeśli w teatrze są aktorzy i widzowie, to jest jakich porządek. A tu nie ma widowni, są aktorzy i na scenie, i na widowni. Jedni udają, że działają dla kochanych mieszkańców, a inni udają, że kochają władzę.

  22. Oluś

    Masz rację, że to jest teatr. Pytanie, ilu wśród mieszkańców mamy aktorów. Ilu gmina ma mieszkańców? Około 50 tys.? Odejmując dzieci zostanie pewnie ok. 40 tys. osób. Aktywnych na forach/profilach jest może ze 100 osób. Załóżmy, że zainteresowanych lokalną polityką jest 1 000 osób. To jest 2,5%. Nawet gdyby w strefie wpływów obecnej władzy pozostawało 10 % wyborców, to i tak jest to liczba relatywnie niewielka. Przypominam, że nadal jesteśmy gminą, gdzie większość wyborców jednak wybiera PiS. Obstawiam, że duża część wybrała obecną burmistrz ze względu na niechęć do poprzedniego burmistrza, a nie dlatego, że nagle PiS jej się przestał podobać. Po kilku latach nieudanych rządów prawdopodobnie część teraz wybrałaby inaczej. Obstawiam, że gdyby PiS wystawił kandydata, który nie spalił się w lokalnej polityce miałby wygraną w kieszeni. Spójrz jak minimalna różnica była między Madziarem a Radwan podczas ostatnich wyborów. Inna rzecz, że ta miłość do obecnej władzy może być fałszywa i pewnie taka jest. Nic co jest zbudowane na strachu nie jest trwałe.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *