spot_img

Decydują o śladzie nowej autostrady

0

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetarg na projekt optymalnego wariantu przebiegu kolejnego fragmentu Obwodnicy Aglomeracji Warszawskiej (OAW). Niewykluczone, że w naszym powiecie wytyczony zostanie przez Tłuszcz, Jadów, Klembów, część gminy Poświętne oraz północną część gminy Radzymin, czyli Załubice i Arciechów. Pod uwagę brane są także tereny Dąbrówki.

Jak nieoficjalnie dowiedziały się Wieści, wstępnie przychylni przebiegowi autostrady przez swoje gminy mają być włodarze Tłuszcza, Jadowa i gminy Poświętne. Nie zgadzają się natomiast na taką opcję gminy Radzymin, Klembów i Dąbrówka. To dlatego w czasie konsultacji GDDKiA z samorządowcami, gminy naszego powiatu nie wystosowały jednomyślnego stanowiska w tej sprawie.

OAW (Obwodnica Aglomeracji Warszawskiej) to planowana „duża obwodnica”, która ma okrążać Warszawę w odległości 20-50 km, będąc częścią przyszłej autostrady A50 i drogi ekspresowej S50. Projekt ma odciążyć stolicę od ruchu tranzytowego. (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Wyższe podatki w Radzyminie

0

Radzymińska rada miasta, głosami 10 „za”, 3 „przeciw” i 8 wstrzymujących się, zmieniła stawki opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi na nieruchomościach zamieszkałych. Jak tłumaczył burmistrz, po zmianach Radzymin znajduje się w środku stawki cenowej w okolicy. Najwyższe stawki obowiązują w Markach i Nieporęcie.

Zmiana stawek, obowiązujących od 2021 roku, zdaniem samorządowców jest konieczna i kształtować się będzie na poziomie:

– 37 zł od osoby w zabudowie jednorodzinnej

– 14 zł/m3 zużytej wody w zabudowie wielorodzinnej.

Jednocześnie, aby zmniejszyć skalę przyrostu masy kosztownych w odbiorze bioodpadów, proponuje się zwiększenie ulgi dla osób kompostujących w przydomowych kompostownikach z 3 do 4 zł.(…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Przywykli do syren alarmowych

0

Czy syreny alarmowe wyją w gminach zbyt często, co w konsekwencji prowadzi do coraz większego zobojętnienia na nie mieszkańców? Taki pytanie zadano podczas ostatniego posiedzenia rady miejskiej w Wołominie.

Ten temat pojawił się przy okazji odbywających się testów Systemu Wczesnego Ostrzegania, w ramach których przeprowadzano na terenie m.in. powiatu wołomińskiego głośne testy syren, polegające na emitowaniu krótkich sygnałów dźwiękowych. O testach poszczególne urzędy gmin informowały swoich mieszkańców z wyprzedzeniem. Radny Marek Górski zwrócił jednak uwagę, że nie każdy otrzymał chociażby sms z tego typu informacją. Zasugerował również, że tego typu testy ostrzegania powinny się odbywać w ustalonych wcześniej konkretnych dniach, aby mieszkańcy słysząc sygnały alarmowe wiedzieli od razu, że są to ćwiczenia a nie ostrzeżenie przed faktycznym zagrożeniem. – Wiem, że możemy przyzwyczaić się do pewnych rzeczy i później nie reagować jeśli coś się będzie powtarzało, bo dojdziemy do wniosku, że skoro wyje taka syrena, to pewnie jest to kolejna próba. Gdyby można było ustalić, że takie próby sygnałów dźwiękowych w naszej gminie będą np. pierwszego i ostatniego dnia miesiąca, to każdy inny dzień będzie powodował to, że mieszkańcy będą trochę inaczej reagować. Bo gdyby coś się wydarzyło, a ta syrena zawyje, to najpierw będziemy się zastanawiali czy to próba syren czy coś rzeczywiście się dzieje – stwierdził radny Górski. Jak się jednak okazało, gmina nie ma w tym temacie zbyt wiele do powiedzenia, ponieważ wszystkie próby syren organizuje województwo albo powiat. Władze poszczególnych gmin mogą jedynie informować swoich mieszkańców wcześniej o planowanych testach sygnałów alarmowych. (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Coś za coś

0

Budżet Gminy Wołomin na 2026 rok został uchwalony, ale podczas dyskusji poprzedzającej głosowanie nie zabrakło emocjonującej dyskusji. Wywołał ją wniosek formalny, korygujący projekt budżetu, który złożyła grupa 11 radnych rady miejskiej. Rozmawiano również na temat wysokiego poziomu zadłużenia gminy. Uwagę na tę kwestię zwróciła Regionalna Izba Obrachunkowa (RIO) opiniując jednak pozytywnie projekt uchwały budżetowej.

W uzasadnieniu jakie dołączone zostało do sporządzonej przez RIO opinii dot. Wieloletniej Prognozy Finansowej Gminy Wołomin napisano m.in., że: „W świetle przedłożonego projektu uchwały w sprawie Wieloletniej Prognozy Finansowej zadłużenie Gminy Wołomin na koniec 2026 roku wyniesie 237 890 449,30 zł, co stanowi 68,72% planowanych na ten rok dochodów ogółem (…)

Przy tej okazji radni pytali chociażby czy jest jakiś plan na to, aby przynajmniej nie powiększać bardziej zadłużenia. Remedium na to – zarówno zdaniem, zaproszonego na posiedzenie rady eksperta, jak i włodarzy Wołomina, mogły by być wyższe stawki podatków. Wyliczyli oni, że gmina teraz straci około 18 mln zł na zbyt niskich stawkach podatków od nieruchomości czy śmieci.

– Prowadzimy działania w kontekście tego, żeby ograniczyć wydatki, bo tak naprawdę, jak zresztą zostało wskazane przez RIO, naszym głównym problemem są wydatki. Aby zrównoważyć budżet musimy też myśleć o dochodach i pozyskiwać środki zewnętrzne. Ciężko jest myśleć o racjonalnej gospodarce jeżeli podejmujemy decyzję, że mamy praktycznie najniższe podatki w powiecie wołomińskim i również rada miejska podjęła decyzję, że będziemy dofinansowywać opłatę za odpady dla mieszkańców – mówił wiceburmistrz Wołomina Łukasz Marek. (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Marne szanse na poprawę sytuacji?

0

Pada śnieg i trzyma mróz – a to idealne warunki do tworzenia się zatorów na Bugu. Podczas gdy władze gmin przylegających do tej rzeki z niepokojem codziennie monitorują jej stan, instytucje odpowiedzialne za naprawę problemu toną w papierologii.

O wysiłkach zmierzających do unormowania sytuacji na Bugu opowiedział niedawno radnym wójt Dąbrówki: – 10 grudnia uczestniczyłem w spotkaniu organizowanym tym razem w starostwie wyszkowskim z sąsiednimi gminami, powiatami i z Wodami Polskimi. No i niestety nie wygląda to dobrze, bo jeżeli chodzi o realne prace, to postępują bardzo, bardzo wolno. W dużej mierze może nie ze względu na chęci Wód Polskich, ile na całe procedury, bo z tych czterech punktów, wysp, które Wody Polskie chciały punktowo usuwać, dostali zgodę tylko na jeden projekt.

Jeżeli chodzi o projekt tego odcinka do 13. kilometra, to prace trochę utknęły, bo się okazało, że nie RDOŚ będzie to opiniował, tylko Generalny Dyrektor chce to przejąć. Moim zdaniem nie wygląda to za dobrze, bo widzimy, że pierwsze przymrozki i woda się u nas podnosi. Jak spojrzymy na mapę zagrożeń powodziowych w całej Polsce, to na pomarańczowo się świeci tylko ten nasz teren, od Dąbrówki do Wyszkowa. Przygotowaliśmy nasze stanowisko, które zostało wysłane do powiatu wyszkowskiego, do naszych sąsiednich gmin i chcemy je wysłać do wszystkich możliwych instytucji.

Z Wodami Polskimi się bardzo dobrze rozmawia. Oni chcą, ale się tłumaczą: (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Informacje z Mazowsza

0

Boże Narodzenie po mazowiecku

0

Od wieków na Mazowszu Boże Narodzenie łączyło religijny wymiar z dawnymi wierzeniami ludowymi oraz kalendarzem rolniczym. Pomimo, że świętowanie w każdym z domów wygląda nieco inaczej, bo każda rodzina tworzy swoje, właściwe tylko dla niej zwyczaje i obrzędowość, to jednak warto sięgnąć do tych, które trwają, przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Przygotowania do świąt

Zanim nastawał świt, wiejskie dróżki i miejskie uliczki rozjaśniały płomyki adwentowych lampionów, niesionych z kościołów po „roratach” – specjalnych adwentowych mszach ku czci Matki Bożej. W wielu domach symbolikę narastającego światła podkreśla też wieniec adwentowy z czterema świecami, zapalanymi w kolejne cztery niedziele adwentu – zwyczaj wprowadzony przez jednego z niemieckich pastorów, dziś coraz chętniej praktykowany również w Polsce.

Oczywiście przed świętami trzeba zaopatrzyć się w zielone drzewko. Obwieszone łakociami i błyskotkami ma nawiązywać do rajskiego drzewa życia. Ustawiana w mieszkaniu choinka zastąpiła w Polsce wieszane u belki „podłaźniczki” będące zieloną gałęzią sosny, jodły lub świerku. Najpierw zawieszano ją czubkiem ku podłodze, następnie przyczepiano jej szczyt do stropu, później zaczęto stawiać ją na stole, a wreszcie na ziemi, lecz z zastrzeżeniem, aby sięgała wierzchołkiem do pułapu. W mazowieckich domach przeważały drzewka sosnowe lub świerkowe.

Zanim jednak choinka dotarła z Niemiec do Polski, w kątach izb umieszczano snopy niewymłóconego zboża (w zamożniejszych domach były to snopy czterech podstawowych zbóż: żyta, pszenicy, jęczmienia i owsa).

W XIX w. w dworach pojawiły się drzewka choinkowe udekorowane ozdobami ze słomy i bibuły, orzechami, jabłkami czy też wypiekanymi własnoręcznie piernikami. W latach 60. i 70. XX w. zaczęły stopniowo pojawiać także sztuczne choinki. Pierwsze powstały u zachodnich sąsiadów, a do ich wykonania użyto drutu i gęsich piór pofarbowanych na zielono.

Do rajskiego drzewa życia porównywana była również jemioła, zawieszana również często w domach na święta. Związany ze świętami Bożego Narodzenia zwyczaj wieszania jemioły u sufitu, aby móc „bezkarnie” pocałować wybrankę, przybył do nas z XVII-wiecznej Anglii.

Przed świętami trzeba również zabrać się za przygotowanie choinkowych ozdób. Wspólne ich wykonywanie integrowało rodzinę. Dawniej na ich przygotowanie poświęcano adwentowe wieczory. Po II wojnie światowej, oprócz tradycyjnych ozdób – jak jabłka (na pamiątkę rajskiego drzewa) i orzechy (symbolem pomyślności) – na choince zawieszano wykonane w czasie adwentu pawie oczka, aniołki, mikołaje, pajacyki, karuzele, jeżyki, łańcuchy, gwiazdki.

Przygotowywano też „światy” (w niektórych rejonach Mazowsza lepione dopiero po wigilijnej wieczerzy), zwane też jabłuszkami bądź opłatkami. To kuliste, przestrzenne ozdoby, wykonane z różnokolorowych opłatków, typowe dla Mazowsza. Wieszało się je pod sufitem oraz na podłaźniczce. Dawniej wierzono, że zapewniają one gospodarzom pomyślność w przyszłym roku.

Charakterystyczne dla naszego regionu są również „byśki”, czyli pieczywo przygotowane z ciasta chlebowego. Mają formę figurek symbolizujących zwierzęta gospodarskie i leśne. Każdy gospodarz stawiał je na stole w świętym kącie. Panowało przekonanie, że im więcej ich przygotuje, tym lepiej się będzie wiodło domownikom. Druga forma wypiekanych figurek to „nowe latko” przedstawiające pasterza otoczonego ptakami (bądź innymi zwierzętami) umieszczonymi na kręgu. Przynosiły pomyślność w gospodarstwie oraz zapewniały liczny przychówek, szczęście i urodzaj na cały nadchodzący rok.

Jaka wigilia, taki cały rok

24 grudnia, czyli wigilia. Jej nazwa pochodzi od łacińskich słów „vigilo/vigiliare” czyli „czuwać” oraz „vigilia” – „czuwanie” albo „straż nocna”.

Po kurpiowsku wigilia to zilija, natomiast na Boże Narodzenie mówiło się Gody, ponieważ stary rok godził się z nowym, ustępował mu miejsca. Nazwy postnik i pośnik nawiązują do zachowywania w dniu wigilii postu.

Według tradycji ten dzień był szczególny – wszystkiemu, co się w nim wydarzyło, nadawano szczególne znaczenie. Nasi przodkowie rozpoczynali go bardzo wcześnie w myśl powiedzenia „kto w wiliję rano wstanie, cały rok nie zaśpi”. Mówiono, że „jaka wigilia, taki cały rok”. Dlatego też od rana zwracano uwagę na każde słowo i gest. Dla zachowania zdrowia i urody obmywano się w rzece lub pito się wodę ze studni.

Na Mazowszu zwracano uwagę, kto pierwszy przekroczy próg domu. Każdy, kto przyszedł, miał jakieś znaczenie wróżebne: jeśli to była kobieta – to może nie najlepiej, jeśli dziecko – to wróżyło dużo prosiąt w obejściu. Wizyta mężczyzny zwiastowała pomyślność (panny miały wyjść za mąż itp.). Jeśli w wigilię zawitał do domu sąsiad, proszono go, by usiadł na chwilę „aby rok był obfity”.

W tym dniu gospodarze nie pożyczali niczego od sąsiadów, trzeba było też oddać wszystkie długi (bo zostawały na następny rok) i pogodzić się z bliźnimi. Dzieciom powtarzano, by były posłuszne, bo niegrzeczne zachowanie mogło przynieść im karę w nowym roku. Nasi przodkowie byli przekonani, że spełni się to, co wypowiedziane w wigilię. Dlatego uważali, by nie złorzeczyć nawet w myślach. Nie wolno się w tym dniu kłócić ani płakać, ale zająć się swoją pracą. Kto w wigilię położy się na chwilę relaksu, spowoduje, że latem kłaść się będzie zboże w polu.

Dzień wigilijny upływał pod znakiem postu, aż do uroczystej kolacji. Przed wieczerzą trzeba było umyć się wodą w misce, w której były monety. Przeznaczano je później na tacę, ale też wróżyło to  mnogość pieniędzy.

Zaczyna się o zmroku

Przed wieczerzą izba zmieniała się w miejsce pełne symboli. Na stole, pod białym obrusem, kładziono siano, a czasem słomą wykładano podłogę wokół ławy, by przypominała betlejemską stajenkę. Niektóre mazowieckie domy miały też swoje małe rytuały. Przed rozpoczęciem wieczerzy nogi stołu lub ławy obwiązywano łańcuchem, „by chleba nigdy nie zabrakło”. Pod stołem kładziono lemiesz od pługa, by ziemia w przyszłym roku była urodzajna i wolna od szkodników (zwłaszcza kretów).

Najważniejszym momentem wieczerzy było wspólne zasiadanie do stołu przez całą rodzinę w chwili pojawienia się pierwszej gwiazdy na niebie lub tuż po zachodzie słońca. Należało zadbać, by przy wigilijnym stole pojawiła się parzysta liczba osób, w przeciwnym razie – jak wierzono na dawnych mazowieckich dworach – któryś z biesiadników nie doczeka kolejnych świąt… Miejsca zajmowano według wieku, by zachować porządek życia i uchronić młodych przed przedwczesną śmiercią.

Zawsze pozostawiano także jedno puste nakrycie. Dziś najczęściej tłumaczy się ten zwyczaj życzliwością i otwartością na potrzebujących – jako miejsce dla „samotnego, zbłąkanego, wędrowca”. Okazuje się, że korzeni tej tradycji należy szukać na Mazowszu. Kiedyś wierzono, że to miejsce trzeba zostawić po to, żeby duchy tych, którzy już odeszli z danego domu, miały miejsce swoje przy stole.

Zazwyczaj wieczerzę wigilijną rozpoczynał najstarszy gospodarz w domu. To on pierwszy na znak miłości i wspólnoty dzielił się opłatkiem, a następnie składał życzenia, po czym białym opłatkiem łamali się domownicy. Kolorowym, owiniętym w chleb, dzielono się ze zwierzętami (wierzono, że w ten wieczór mogą przemówić do gospodarzy), głównie z krowami, wołami i owcami, co tłumaczono tym, że były one w stajni przy narodzeniu Pana Jezusa. Żaden kawałek opłatka nie mógł się zmarnować: pozostałe cząstki opłatka odkładano na talerzyk jako wyraz dzielenia się nim z duszami bliskich zmarłych, które nas nawiedzają. Fragment opłatka lądował też w studni, co miało zapewnić zdrową wodę.

Po przełamaniu się opłatkiem i krótkiej modlitwie wszyscy domownicy próbowali każdej potrawy, aby żadnej z nich w domu nie zabrakło. Wspólną cechą wigilijnej wieczerzy było spożywanie postnych dań. Ich liczba była uzależniona od zamożności domu. Jeszcze do połowy XX w. dbano, aby liczba potraw wigilijnych była nieparzysta – pięć, siedem lub dziewięć. Wierzono, że taki stół zapewni powodzenie w uprawach roślin w nadchodzącym roku. Im więcej potraw, tym obfitsze miały być plony. W wybranych domach liczba potraw odpowiadała liczbie apostołów lub liczbie miesięcy w roku.

Uczestnicy uroczystej wieczerzy wspólnie zasiadali do posiłku i nie wstawali aż do zakończenia spotkania. Złamanie tej zasady nie wróżyło niczego dobrego, bo podobnie jak oni, tak też będą robić kury – jeśli nie usiedzieli na miejscu przy wieczerzy, to i one będą spacerować, zamiast wysiadywać jajka.

Gospodynie z tradycjami nigdy nie sprzątały dań ze stołu po wigilii – być może tymi smakołykami zechcą posilić się dusze zmarłych odwiedzające domostwa.

Świąteczne menu

A co jedzono przy świątecznym stole? Wszystko zależało od regionu i… zamożności domu. Potrawy przygotowywane na kolację wigilijną na Mazowszu miały składać się przede wszystkim ze składników zebranych z pola, ogrodu, lasu i wody. Przygotowywano je więc z mąki, kaszy, warzyw, owoców i miodu; były grzyby z lasu, ryby z jeziora, śliwki, jabłka i gruszki. Nawet w najbiedniejszych rodzinach jadano solone śledzie, które można było dość tanio nabyć w wiejskiej karczmie czy w sklepiku w miasteczku.

Typowymi mazowieckimi potrawami wigilijnymi były: kapusta z grochem, kluski z makiem, kapusta z grzybami, barszcz grzybowy, zupa z suszonych owoców, ziemniaki z wody, racuchy zwane słodziakami, ryby, pierogi z kapustą i grzybami, czy rwaki – ręcznie wyrabiane kluski. Jedzono czerwony barszcz z uszkami, karpia w śmietanie, smażone grzyby oraz postną kapustę z grzybami. Popularny był też pęczak polany olejem i miodem, zwany na wschodnim Mazowszu „kucją”. Nie brakowało śledzi podawanych zwykle z ziemniakami, w wielu domach smażono również pampuchy (miękkie, drożdżowe ciasto wrzucane na gorący tłuszcz). Na stołach dworskich i mieszczańskich przeważał barszcz czerwony z uszkami i ziemniakami. Jadano też zupę rybną i migdałową, a ryby przyrządzano na różne sposoby.

W północnej części Mazowsza na stołach królowały kluski z makiem, czerwony barszcz z uszkami, pierogi z grzybami, groch z kapustą czy śledzie podawane zwykle z kartoflami.

W radomskim kolację zaczynano od zupy. Popularny był barszcz grzybowy z kluskami, żur z chlebem czy też kapuśniak z kwaszonej kapusty. Na stole musiały znaleźć się również wszystkie rodzaje kaszy, pierogi z nadzieniem z grzybów lub siemienia lnianego. Stosunkowo rzadko podawano ryby – jeśli już, to śledzie.

Na Kurpiach podczas wigilijnej wieczerzy pojawiały się na stołach gotowane ziemniaki i kasze (często była to kasza jaglana polewana olejem lnianym). Podawano kapustę kwaszoną z dodatkiem grzybów lub grochu, kluski z makiem, zupę owocową z kluskami, robioną z suszonych jagód i doprawianą miodem, a także barszcz czerwony albo rosół z prośnianek (gąsek). Na stołach bardziej zamożnych Kurpiów można było znaleźć smażoną rybę, a w biedniejszych domach jedynie śledzie. W późniejszym okresie bożonarodzeniowe menu rozszerzyło się o pierogi z kapustą i grzybami.

Jak przygotować tradycyjne mazowieckie dania? Kilka przepisów możemy znaleźć na stronach naszego miesięcznika „Mazowsze. Serce Polski”. Znajdziemy tu przepis na barszcz na własnym zakwasie, wigilijny pieróg z kapustą i grzybami, pierogi pieczone z kapustą i grzybami, bigos z kapustą albo śledzia w śmietanie z czosnkiem.

Świętować święta

Po wieczerzy wigilijnej rodzina spędzała czas na wspólnym śpiewaniu kolęd, kręceniu powróseł i wróżbach. Młodzi wyciągali spod obrusa źdźbła siana: zielone zwiastowało rychłe zamążpójście lub ożenek, zwiędłe oznaczało, że trzeba będzie poczekać, a pożółkłe wróżyło staropanieństwo lub starokawalerstwo. Z siana wróżyły również gospodynie, odczytując z jego długości, jak bogato obrodzi len, a z koloru – jak długie będzie życie. Gospodarze natomiast ze snopów ustawionych w rogach izby wyciągali kłosy, rozcierali je w dłoniach i liczyli ziarna. Najwięcej ziaren wskazywało, które zboże wyda najlepszy plon w nadchodzącym roku. Ze słomy kręcono powrósła, by gospodarze przepasani nimi wyruszyli na pasterkę, a po powrocie mogli owinąć nimi pnie drzewek owocowych, chroniąc je w ten sposób przed robactwem i suszą oraz zapewniając obfite plony.

W tradycji mazowieckiej, obok wspólnej wieczerzy, ważnym elementem było obdarowywanie się drobnymi upominkami. Jeszcze w latach pięćdziesiątych dzieci często otrzymywały prezenty wykonane własnoręcznie przez ojca lub dziadka. Dla dziewczynek przygotowywano wstążeczki, spinki do włosów, chustki, a dla chłopców – małe scyzoryki. Najczęściej jednak upominkiem były pierniki lub słodkie bułki, które stanowiły prawdziwy rarytas.

Po takim czuwaniu wyruszano do kościoła na pasterkę, by przywitać nowonarodzonego.

Pierwszy dzień świąt spędzano w ścisłym gronie rodzinnym śpiewając kolędy i jedząc przygotowane specjalnie na tę okazję potrawy: kiełbasy, tłusty bigos, pieczenie i ciasta. Był to czas spokoju, odpoczynku i radości w gronie najbliższych.

Drugi dzień świąt, czyli dzień św. Szczepana, spędzany był zazwyczaj poza domem. Podczas mszy św. gospodarze święcili w kościele owies, a młodzież z chóru sypała ziarnem zbóż wychodzących z kościoła wiernych (a zdarzało się i księdza) na pamiątkę ukamienowania pierwszego męczennika. Zwyczaj miał zapewnić zdrowie, pomyślność i obfite plony.

Tego dnia plebani wraz z organistami wyruszali odwiedzać domy wiernych, przynosząc błogosławieństwo i zbierając tzw. kolędę – jajka, drób, słoninę, kiełbasę i sery. W ślad za nimi ruszały grupy kolędnicze, które śpiewały przed domami, otrzymując w zamian drobne pieniądze, kawałek ciasta czy innych potraw. Jedną ze starszych form kolędniczych były grupy z kozą, niedźwiedziem lub turoniem, którym towarzyszyły postaci przebrane za dziadów.

Cały artykuł dostępny jest na stronie mazovia.pl. Zachęcamy także do posłuchania podcastu Samorządu Województwa Mazowieckiego „Halo! Tu Mazowsze”, pt „Kluski z makiem czy kutia? Odkryj zwyczaje świąteczne na Mazowszu!”.

Informacje z Mazowsza

0

Zamkną przedszkole?

0

W kwietniu br. informowaliśmy o tym, że Przedszkole nr 2 im. Pyzy Wędrowniczki w Wołominie nie będzie prowadziło naboru dla nowych kandydatów na rok szkolny 2025/2026. Ta decyzja zmartwiła wówczas wielu rodziców dzieci, które uczęszczają do tej właśnie placówki.

W ubiegłym tygodniu, podczas posiedzenia komisji edukacji Rady Miejskiej w Wołominie, ponownie dyskutowano o przyszłości tego najstarszego wołomińskiego przedszkola. Czy ostatecznie placówka zostanie zlikwidowana? Wiele zależy od decyzji, jaką w tym temacie podejmą niebawem radni.

Jak wynika z danych przedstawionych przez dyrektor Zespołu Ekonomiczno-Administracyjnego Szkół i Przedszkoli w Wołominie, w roku szkolnym 2023/2024 było 66 wolnych miejsc po zakończeniu rekrutacji w wołomińskich przedszkolach. W obecnym roku jest ich 88 (bez Przedszkola nr 2, w którym nie prowadzono rekrutacji). W przedszkolu znajdującym się na ul. Wiejskiej są aktualnie aż 53 miejsca wolne.

– Już w tej chwili mamy o jedno przedszkole za dużo. Za dwa lata może być za dużo o 2-3 przedszkola. Przychodząc tu do pracy w 2021 r., w Szkole nr 7 zastałam placówkę z liczbą dzieci na poziomie około 900. W tej chwili jest to około 480-490 dzieci – relacjonowała kierownik ZEASiP Karina Jaźwińska, dodając, że jest to problem nie tylko gminny, ale ogólnopolski.

Jednocześnie po rozmowie z dyrektor Przedszkola nr 5 zaproponowano, aby połączyć z tą placówką Przedszkole nr 2. – W tym roku był nabór tylko dla dzieci trzyletnich w naszym przedszkolu i my ten oddział utworzyłyśmy, ale gdyby był nabór robiony też w Przedszkolu nr 2 i w naszym, to by powstały dwa oddziały 12-osobowe. Nie wiem, czy gmina byłaby w stanie takie oddziały utrzymać, bo koszt wzrasta, im dzieci jest mniej – mówiła Magdalena Kiliszek, dyrektor Przedszkola nr 5.

W posiedzeniu komisji edukacji uczestniczyli również rodzice dzieci uczęszczających do Przedszkola nr 2, znajdującego się przy ul. Polnej. – Bardzo mi zależy na Przedszkolu nr 2 i z tego, co słyszałam wcześniej, mowa była o remoncie, a tutaj pani dyrektor nic nie mówiła o remoncie – mówiła jedna z matek. (…)

Cały tekst przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Podziękowań czas…

0

Czwartkowe, świąteczne spotkanie rodzin zastępczych w Powiatowym Centrum Kultury Fabryczka to czas dzielenia się radością oraz podziękowania za wsparcie udzielane na co dzień rodzinom przygarniającym potrzebujące dzieci z naszego powiatu. Poprowadziła je Joanna Pawlak ze Stowarzyszenia Rodzicielstwa Zastępczego Iskra Nadziei, która przedstawiła tym razem tylko radosne strony rodzicielstwa zastępczego.

– Cieszymy się, że możemy spotkać się dzisiaj razem z wami w atmosferze radosnych świąt Bożego Narodzenia – mówiła do zgromadzonych na sali władz powiatu, parlamentarzystów, dyrektorów i pracowników jednostek pomagających na co dzień rodzinom zastępczym oraz przyjaciół z innych fundacji. – Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy nie tylko dlatego, że zbliża się czas świąteczny, ale także dlatego, że możemy być tu razem jako jedna wspólnota ludzi związanych z pieczą zastępczą. Dzisiejszy czas przypomina nam, jak ważne są relacje, wspólnota i obecność drugiego człowieka. Spotykamy się, aby mówić o tym wszystkim, co nas jako rodziny zastępcze cieszy, wspiera, co nam pomaga. Dzisiaj nie narzekamy, dzisiaj cieszymy się, że przybyliście państwo do nas tak licznie, znajdując czas w tym niełatwym przecież okresie przedświątecznym.(…)

Cały tekst przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563