Przygotowania do budowy centrum przetwarzania danych

0

Na 16 hektarach działek ew. nr 492, 493, 494, 495, 496, 497/1, 497/2, 498, 499, 500, 501 obręb Małopole w gminie Dąbrówka, planowana jest budowa centrum przetwarzania danych. Obwieszczenie wójta Dąbrówki w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia zamieszczono w Biuletynie Informacji Publicznej.

– Inwestycje typu centra przetwarzania danych są kluczowe dla rozwoju technologii, ale niosą za sobą obciążenia dla lokalnej infrastruktury oraz mogą wpływać bezpośrednio na komfort życia mieszkańców. Przedsięwzięcia te charakteryzuje m.in. ogromne zapotrzebowanie na energię elektryczną, a systemy chłodzenia mogą obciążać lokalną sieć wodociągową, co grozi spadkiem ciśnienia w okolicznych nieruchomościach. Hałas emitowany przez wentylatory chłodzące oraz agregaty prądotwórcze może istotnie oddziaływać na środowisko – uważa radna gminy Dagmara Jaworska-Bednarek, która złożyła w tej sprawie interpelację. – Z udostępnionej informacji wynika, że projekt zakłada inwestycję na obszarze ok. 16 ha i ciągłe obciążenie sieci energetycznej do 1 752 000 MWh/rok (1,75 TWh rocznie). Data center będzie generować ciągły, monotonny dźwięk w trybie 24/7 z potężnych wentylatorów dachowych (dry-coolery, chillery) oraz okresowo przy testowaniu agregatów prądotwórczych. Inwestor planuje zabezpieczenia akustyczne. Obiekt będzie potrzebował potężnego zasilania awaryjnego na wypadek awarii sieci PGE (planuje się magazynowanie do 700 m³ oleju napędowego lub stacja LNG) – relacjonuje radna, a my zaglądamy do udzielonej jej przez urząd odpowiedzi.

Jak czytamy w dokumencie, postępowanie administracyjne w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację planowanego przedsięwzięcia pn.: „Centrum przetwarzania danych – Radzymin”, zlokalizowanego w Małopolu, zostało wszczęte dnia 22.09.2026 r. (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Inaczej miało funkcjonować

0

Rada Miejska w Radzyminie zredagowała stanowisko gminy w sprawie potrzeby wdrożenia rozwiązań metropolitalnych w metropolii warszawskiej. Wnosi w nim m.in. o zagwarantowanie mechanizmu finansowego, zapewniającego proporcjonalność pomiędzy środkami przekazywanymi przez gminę do związku metropolitalnego, a korzyściami uzyskiwanymi przez mieszkańców gminy.

Oto treść apelu, wskazującego najważniejsze nieprawidłowości:

„Region warszawski stołeczny od 2018 roku stanowi wyodrębnioną jednostkę statystyczną NUTS 2, składającą się z 79 jednostek samorządu terytorialnego o łącznej powierzchni 6,1 tys. km2 – co potwierdza jego odrębność funkcjonalną i rozwojową. Obszar ten jest tożsamy z metropolią warszawską pod względem granic. Zamieszkuje go ok. 3,3 mln mieszkańców, z których znaczna część przemieszcza się między gminami w celach zawodowych, edukacyjnych i innych, tworząc jeden, silnie powiązany organizm społeczno-gospodarczy. Mieszkańcy korzystają z transportu publicznego, szkół, systemu ochrony zdrowia, oferty kulturalnej, sportowej, rekreacyjnej i innej infrastruktury zlokalizowanej również poza gminą swojego zamieszkania. Metropolia warszawska pełni jednocześnie kluczową rolę w rozwoju gospodarczym kraju – w 2024 roku wytworzyła 18,5% PKB Polski. Z tego względu szczególnego znaczenia nabiera instytucjonalizacja współpracy ponadlokalnej.

Wobec skali wyzwań oraz intensywności powiązań społeczno-gospodarczych w naszej ocenie konieczne jest wdrożenie rozwiązań, które umożliwią skuteczne zarządzanie procesami zachodzącymi ponad granicami pojedynczych JST metropolii warszawskiej. Samo uchwalenie ustawy metropolitalnej i nadanie naszej współpracy odpowiednich ram prawnych należy traktować jako strategiczną inwestycję w rozwój całego kraju. Odblokowanie barier infrastrukturalnych i komunikacyjnych najsilniejszego gospodarczo regionu zwiększy jego wydajność, co przełoży się bezpośrednio na wyższą konkurencyjność Polski na arenie międzynarodowej oraz dalszy wzrost krajowego PKB.

Gmina Radzymin wnosi o zagwarantowanie w przyszłych rozwiązaniach legislacyjnych mechanizmu (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Remont, który ułatwił codzienne życie

0

Dwie mieszkanki Wołomina wzięły udział w projekcie „Bezpieczny dom prawem seniora”, realizowanym przez fundację Habitat for Humanity Poland przy współpracy z Gminą Wołomin. Panie Jadwiga i Maria mogą teraz korzystać w swoich mieszkaniach z rozwiązań, które zwiększają bezpieczeństwo i ułatwiają wykonywanie codziennych czynności.

Habitat for Humanity od lat wspiera osoby znajdujące się w trudnej sytuacji mieszkaniowej. Szczególną uwagę poświęca seniorom, pomagając dostosować ich domy i mieszkania do potrzeb związanych z wiekiem oraz codziennym funkcjonowaniem. Celem projektu jest usuwanie barier i wprowadzanie rozwiązań, które zwiększają bezpieczeństwo, komfort i samodzielność osób starszych. W ramach prac w mieszkaniach dwóch seniorek z Wołomina wyremontowano łazienki i kuchnie – zamontowano m.in. poręcze i uchwyty, a także wprowadzono inne udogodnienia dostosowane do ich indywidualnych potrzeb. Wcześniej przedstawiciele fundacji odwiedzili dwie seniorki z Wołomina, które zostały zakwalifikowane do udziału w projekcie. Podczas tych spotkań oceniono warunki, w jakich na co dzień funkcjonują obie panie, oraz określono zakres prac niezbędnych do zwiększenia bezpieczeństwa i ułatwienia codziennego funkcjonowania. Metamorfozy mieszkań przeprowadzono w lipcu br.

Nam udało się porozmawiać z panią Jadwigą. (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Jak najszybciej zapewnić pomoc

0
default

W czwartek, 15 października, teren Szpitala Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Wołominie zaroił się od strażaków, policjantów oraz osób z widocznymi śladami rozległych ran. Tego dnia przeprowadzano ćwiczenia z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej pod kryptonimem „Szpital 26”. Obejmowały symulację ewakuacji oddziału chorób wewnętrznych ze stacją dializ w szpitalu oraz organizację dodatkowych miejsc dla osób poszkodowanych w wyniku symulowanego uderzenia bezzałogowego statku powietrznego.

Scenariusz zakładał uderzenie dronem i konieczność ewakuacji pacjentów z części placówki. Ćwiczenia pozwoliły sprawdzić założenia dotyczące reagowania na tego rodzaju zagrożenie, organizacji ewakuacji oraz współpracy osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i funkcjonowanie szpitala.

– Na miejscu działają służby powiatowe, Państwowa Straż Pożarna, Policja, Straż Miejska w Wołominie. Dodatkowo zadysponowani zostali wewnętrznie pracownicy szpitala wraz z karetkami. Głównie ćwiczy szpital, personel medyczny wraz z lekarzami, z administracją. Założeniem ćwiczenia jest wypracowanie procedur i poznanie zasad ewakuacji, zasad pierwszej pomocy przedmedycznej, zasad i miejsc docelowych ewakuacji – wyjaśnia Paweł Kaczmarczyk, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego Starostwa Powiatowego w Wołominie. (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Nocny hałas przy OSiR

0
Screenshot

Pod koniec września do Urzędu Miasta w Kobyłce złożona została interpelacja dotycząca problemu hałasu, jaki w godzinach nocnych odczuwają osoby mieszkające w okolicy Ośrodka Sportu i Rekreacji „Wicher”.

Mieszkańcy nie sprzeciwiają się działalności sportowej ani samemu istnieniu boisk w sąsiedztwie swoich domów. Problemem jest przede wszystkim hałas pojawiający się w późnych godzinach, który utrudnia odpoczynek i zakłóca spokój okolicznych mieszkańców. Interpelacja zawiera około 20 pytań dotyczących sposobu funkcjonowania kompleksu i reakcji na zgłaszane problemy.

– Oczywiście wszyscy jesteśmy za sportem, ale faktem jest, że tej ciszy nocnej tam mieszkańcy nie mają w okolicy „Wichru” i dostaję filmy, zdjęcia, że do północy jest głośno – podjęła ten temat ostatnio podczas sesji rady radna Barbara Filipczak, pytając o to, czy władze miasta analizują możliwości ograniczenia uciążliwości. – Może warto chociażby rozważyć montaż ekranów akustycznych? – pytała. Burmistrz wyjaśnił, że wydarzenia odbywające się na obiekcie za wiedzą Ośrodka Sportu i Rekreacji kończą się zasadniczo około godziny 22.30-22.45. – Wydarzenia na tym obiekcie prowadzone przez podmiot wynajęty za wiedzą OSiR-u do 22.30 lub 22.45, nie dłużej. Wszystko, co odbywa się poza tym czasem, było wielokrotnie zgłaszane na policję także przez pracowników OSIR-u. Policja ma świadomość, że to co się dzieje po czasie zajęć, na przykład na parkingach, w żaden sposób nie jest już działalnością ośrodka, nie jest działalnością miejską – wyjaśniał burmistrz Konrad Kostrzewa. Zaznaczył również, że miastu zależy na dalszym funkcjonowaniu i wykorzystywaniu obiektu sportowego, również ze względu na przychody z wynajmu, które pokrywają część kosztów jego utrzymania. Jednak godziny wynajmu nie będą dalej wydłużane poza przyjęte ramy. Pocieszeniem w tej sytuacji ma być fakt, że w sezonie zimowym montaż balonu nad boiskiem zmienia warunki akustyczne i oświetleniowe, ograniczając część uciążliwości. W przyszłości, po wykonaniu sztucznej nawierzchni na drugim boisku, miasto ma dążyć do tego, aby nie zwiększać negatywnego oddziaływania obiektu na sąsiedztwo i w miarę możliwości je ograniczać.

Dodatkowo radny Andrzej Zbyszyński w interpelacji zwrócił uwagę na niepokojące sytuacje (…)

Cały artykuł przeczytasz na łamach Wieści.

https://www.egazety.pl/marpan/e-wydanie-wiesci-podwarszawskie.html

http://www.e-kiosk.pl/index.php?page=titleissues&id_title=154563

Informacje z Mazowsza

0

Musical „Gdzie jest Róża”. Mazowieckie legendy wyruszają w trasę po regionie

0

Samorząd województwa mazowieckiego wspólnie z Warszawską Operą Kameralną zapraszają mieszkańców na musical „Gdzie jest Róża?”. To muzyczna podróż inspirowana mazowieckimi legendami przygotowana z okazji 500-lecia włączenia Mazowsza do Królestwa Polskiego. Wejściówki na wydarzenie dostępne są w kasach lokalnych centrów kultury.

„Gdzie jest Róża?” to nowy musical Jerzego Wołosiuka. W lekkiej, pełnej humoru i tajemnic formie łączy przygodę, kryminał, baśń i współczesny teatr muzyczny. Dynamiczna muzyka, wyraziste postaci i świat legend tworzą opowieść o pamięci, wyobraźni i sile historii przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Reżyserii i inscenizacji podjął się Jerzy Jan Połoński.

Fot. Warszawska Opera Kameralna

Na Mazowszu każda legenda jest opisana, sklasyfikowana i regularnie kontrolowana przez Urząd Standaryzacji i Ewidencji Baśni i Legend. Twardowski ma swoją teczkę, Czarna Bestia jest przypadkiem aktywnym, a płocka panna wodna od lat walczy z błędną klasyfikacją. Wszystko działa zgodnie z procedurą, dopóki nie znika Róża z Wyszkowa. W jej miejscu stoi nowa, bardzo elegancka trumna z cichym domykiem. Jeśli legenda nie zostanie odnaleziona do świtu, trafi do archiwum zaników. 

W teren wyruszają dwaj urzędnicy. Witold Właściwy ufa procedurom, pieczątkom i potwierdzonym faktom. Konrad Cudny jest nowym pracownikiem i wierzy, że każda legenda ma własny głos. Ich podróż przez Mazowsze szybko wymyka się instrukcjom. Spotykają Mistrza Twardowskiego, tajemniczą postać znad płockiej Wisły, Czarną Bestię, Kochliwą Katarzynę, Porywczego Siemowita i Borutę.

Spektakl nie odtwarza dawnych podań, lecz nadaje im nowe życie. Pokazuje region jako krainę pełną kontrastów – jednocześnie historyczną i współczesną, tajemniczą i zaskakująco bliską, mocno zakorzenioną w tradycji, ale nieustannie opowiadającą swoją historię na nowo.

Fot. Warszawska Opera Kameralna

Obchody 500. rocznicy inkorporacji Mazowsza do Korony Polskiej to doskonała okazja, by na nowo pokazać bogatą historię regionu. Zapraszam na musical „Gdzie jest Róża?” – niezwykłą podróż przez świat mazowieckich legend, tajemnic i historii. To widowisko, które pokazuje, że tradycja może inspirować, bawić i zachwycać kolejne pokolenia. – zaprasza marszałek Adam Struzik.

Premiera musicalu na deskach płockiego teatru odbyła się w roku jubileuszu 500-lecia włączenia Mazowsza do Królestwa Polskiego. To okazja do refleksji nad tożsamością regionu i jego bogatym dziedzictwem. Realizacja spektaklu przez Warszawską Operę Kameralną jest możliwa dzięki wsparciu samorządu województwa mazowieckiego.

Inspiracją do postaci występujących w spektaklu była książka Marty H. Milewskiej „Mazowsze. Księga legend i tajemnic”. To właśnie stamtąd zaczerpnęliśmy bohaterów. Jerzy Wołosiuk napisał piękne libretto. Kostiumy przygotował Marcin Łobacz, a scenografię wykonała Kasia Gabrat-Szymańska. Całości dopełniło światło Adama Tyszki i wizuale Piotra Szablińskiego. Zapraszamy Państwa na ten musical pełen gwiazd. – zachęca Alicja Węgorzewska-Whiskerd, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej.

Spektakl „Gdzie jest Róża?” rusza w trasę po Mazowszu. Odwiedził już: Płock, Sokołów Podlaski, Węgrów, Grodzisk Mazowiecki i Nieporęt. Teraz czas na kolejne miejscowości.

  • 21 października 2026 r., godz. 18.00 – Miejskie Centrum Kultury w Płońsku, ul. Płocka 50

Wejściówki: Miejskie Centrum Kultury w Płońsku

  • 23 października 2026 r., godz. 18.00 – sala widowiskowa Hotelu Skansen Conference & SPA, ul. Narutowicza 64

Wejściówki: Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu

  • 27 października 2026 r., godz. 18.00 – Miejskie Centrum Kultury w Mławie

Wejściówki: Miejskie Centrum Kultury w Mławie

  • 29 października 2026 r., godz. 18.00 – Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach

Wejściówki: Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach

  • 4 listopada 2026 r., godz. 18.00 – Centrum Kultury i Turystyki w Iłży

Wejściówki: Centrum Kultury i Turystyki w Iłży

  • 6 listopada 2026 r., godz. 18.00 – Hala Widowiskowo-Sportowa w Łaskarzewie

Wejściówki: Dom Pracy Twórczej „Bajka”

  • 9 listopada 2026 r., godz. 18.00 – Hala Sportowo-Widowiskowa w Ciechanowie

Wejściówki: Wstęp bezpłatny.

  • 11 listopada 2026, godz. 18.00 – Hala Sportowo-Widowiskowa w Gąbinie

Wejściówki: Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Gąbinie

  • 25 listopada 2026 r.godz.19.00 – Basen Artystyczny Warszawskiej Opery Kameralnej w Warszawie

Dystrybucja biletów: Warszawska Opera Kameralna

  • 27 listopada 2026 r., godz. 18.00 – Ostrołęckie Centrum Kultury

Wejściówki: Ostrołęckie Centrum Kultury.

Grudniowy harmonogram już wkrótce będzie dostępny na stronie Warszawskiej Opery Kameralnej

Najlepsze wyjście tej jesieni? Startuje RestaurantWeek®!Poznaj top adresy w Warszawie, które warto odwiedzić

1

Co zrobić, kiedy jesień prosi się o coś więcej niż kolejny wieczór pod kocem? Zarezerwować stolik! RestaurantWeek® w Warszawie wraca, a wraz z nim świetny pretekst, by ruszyć w miasto, odkrywać nowe miejsca, sezonowe smaki i popisowe menu przygotowane specjalnie na Festiwal. To okazja, by sprawdzić, co serwują najciekawsze restauracje, zaprosić Bliskich na kolację i zmienić zwykły wieczór w małe kulinarne wydarzenie. Rezerwacje trwają na RestaurantWeek.pl.

Centrum Praskie Koneser na spacer i coś dobrego

Jesienią warszawska Praga ma wyjątkowy klimat, dlatego warto wybrać się tam na spacer i przy okazji odwiedzić Centrum Praskie Koneser. W dawnej XIX-wiecznej fabryce polskiego trunku ze zbóż, zabytkowa czerwona cegła i industrialna architektura tworzą dziś tętniący życiem punkt na kulinarnej oraz kulturalnej mapie Warszawy. To doskonały scenariusz na długi wieczór z Bliskimi, szczególnie podczas nadchodzącego Festiwalu. Na początek Koneser Grill (wyróżniony już kilkukrotnie Bib Gourmand Michelin) – idealny dla tych, którzy lubią wyraziste smaki i dania przygotowywane na żywym ogniu. W festiwalowym menu czekają m.in. grillowana polędwiczka wieprzowa serwowana z purée z brukwi, aromatyczną pigwą i kapustą z dodatkiem miso oraz raviolo z łososiem, podane z ziemniakiem z ogniska i crème fraîche. Jeśli bliżej Wam do miejsca przeplatającego nowoczesność z klimatem przeszłości, krok dalej czeka Spółdzielnia Koneser. Przy stole można tam spróbować rozgrzewającego kremu z boczniaków z prażoną kaszą gryczaną albo delikatnych wołowych short ribs z purée chrzanowym i burakiem. Poza festiwalowym menu warto zajrzeć także do nowej, stałej karty – jednym z jej hitów jest Kebab Gemüse. Spółdzielnia działa również jako sports bar, więc można tu połączyć dobre jedzenie z oglądaniem meczu. A wieczór w bardziej włoskim klimacie? W menu restauracji L’Osteria popisowa, chrupiąca Pizza Romana o średnicy 45 cm. Jest ona dostępna w wielu wariantach smakowych: Margherita, Caprese, Rucola, Funghi Freschi, Braccio di Ferro, Rustica, Parmigiana czy Quattro Formaggi. W festiwalowej propozycji znajdziemy też m.in. Insalata Campagnola, czyli mieszankę sałat ze smażonym kozim serem, marynowanym burakiem, jabłkiem, orzechami włoskimi i miodem i domowym winegretem oraz Orecchiette di Manzo al Limone, czyli makaron z kawałkami polędwicy wołowej, słodką papryką, rukolą, cebulą i czosnkiem, w sosie z mascarpone i cytryny z rozmarynem. Niebo w gębie!

Como – Włoska Lombardia, znad jeziora Como po truflowe gnocchi

Dla poszukiwaczy włoskiej elegancji i autentycznych smaków północy obowiązkowym przystankiem w Warszawie jest restauracja Como. Miejsce to powstało z inspiracji niezwykłym klimatem oraz specjałami Lombardii i malowniczego jeziora Como. W karcie królują tradycyjne dania kuchni włoskiej – od ręcznie robionych makaronów, przez świeże owoce morza, po kultowe, klasyczne desery. Podczas Festiwalu zachwyca popisowe Gnocchi con funghi z boczniakami i cebulą, serwowane w aksamitnym, aromatycznym sosie śmietanowo-truflowym z serem Parmigiano Reggiano DOP. Eleganckie, a zarazem niezwykle przytulne wnętrze sprawia, że Como jest idealnym wyborem zarówno na romantyczną kolację, biznesowy lunch, jak i wieczorne spotkanie w gronie przyjaciół.

The Slavic Social – Słowiańska gościnność w miejskim wydaniu i ragout z kiszonych ogórków

W tętniącym życiem sercu stolicy działa The Slavic Social – nowoczesny koncept, który odważnie redefiniuje słowiańską tradycję kulinarną i słynną gościnność w nowoczesnym, miejskim wydaniu. W festiwalowym menu dominują autorskie interpretacje klasycznych dań Europy Środkowo-Wschodniej. Na szczególną uwagę zasługują pierogi z cielęciną oraz polskim ragout z wędzonego boczku i kiszonych ogórków, stanowiące niebanalną i wyrazistą odsłonę jednego z najbardziej kultowych dań polskiej kuchni. Doświadczenie dopełnia luźny, klimatyczny wystrój łączący elementy nawiązujące do lasu i morza, tworząc idealne tło na swobodne, wieczorne wyjście ze znajomymi.

Yuzu Warsaw – Japońska izakaya, cytrusowa świeżość i czarne lody z polską śliwką

Miłośnicy azjatyckiej fuzji i minimalistycznej estetyki powinni skierować kroki do Yuzu Warsaw. Lokal przynosi do stolicy energię współczesnej Japonii, łącząc kulinarną tradycję z nowatorskim podejściem. W karcie znajdziesz dopracowane sushi, wyraziste przystawki inspirowane stylem izakaya oraz autorskie desery, w których kluczową rolę gra orzeźwiający, cytrusowy akcent owocu yuzu. Prawdziwym hitem festiwalowego menu są niezwykłe czarne lody z kruszonką i karmelizowaną śliwką, które zachwycają zarówno niecodziennym wyglądem, jak i mistrzowskim połączeniem tradycyjnego polskiego owocu z nowoczesną formą. Kameralny nastrój i minimalistyczny design tworzą perfekcyjną oprawę dla niezapomnianej uczty.

Warszawska mapa gastronomiczna zachwyca różnorodnością smaków – wśród tegorocznych propozycji znajdziesz m.in. restaurację Tulipe & Patio w Hotelu Golden Tulip, serwującą gołąbka z biodrówki jagnięcej z sosem z pieczonej papryki, pieczonym żółtym burakiem i rozmarynem, a także The Brunchery – Bread & Bar, które zaprasza na policzki wołowe duszone w czerwonym winie, podawane z purée ziemniaczanym z truflą i orzechem włoskim oraz glazurowaną marchewką. Z kolei Ask For Alonzo zachwyca gnocchi z kurkami, boczkiem i szałwią w sosie maślanym.

RestaurantWeek® w Warszawie potrwa od 7 października do 25 listopada – to doskonała okazja, by tej jesieni odkrywać top restauracje, wracać do dobrze znanych adresów i po prostu spotkać się przy stole. Na Gości czekają autorskie, 3-daniowe menu oraz festiwalowy prezent, a ceny zaczynają się od 69,99 zł za osobę (+ opłata rezerwacyjna 12,99 zł/Gość; min. rezerwacja 2 Gości). Rezerwacje trwają na RestaurantWeek.pl.

Wygrywaj nagrody!

Masz swój niezawodny przepis na jesień? Teraz może dać Ci coś więcej niż pochwały przy stole. Puścić wodze kulinarnej fantazji i zgarnij nagrody od Whirlpool, które odmienią Twoją kuchnię! Do wygrania jest matowa płyta indukcyjna Whirlpool MattProtect oraz 3 zestawy garnków przeznaczonych do gotowania na indukcji. Zasady są proste: dołącz do festiwalowego newslettera, zajrzyj na Instagram @restaurantweek_pl i odpowiedz na pytanie w komentarzu pod postem konkursowym. Szczegóły znajdziesz w regulaminie. Czas na Twój kulinarny popis!

Rezerwuj dzień dobry z BreakfastWeek!

Równolegle z RestaurantWeek® trwa BreakfastWeek! Festiwal śniadań na mieście wraca, by zmienić zwykły poranek w najlepszy moment dnia. Bo dzień zaczęty dobrym śniadaniem po prostu smakuje lepiej. Od 7 października do 25 listopada topowe restauracje i śniadaniownie w całej Polsce przygotują popisowe menu stworzone specjalnie na Festiwal. To wspaniała okazja, by odkrywać nowe miejsca lub wracać do sprawdzonych adresów i celebrować poranki przy iście królewskim śniadaniu, które dodaje energii na cały dzień.

W tej edycji o roślinny start dnia zadba marka Alpro, oferując specjalne kawowe propozycje na bazie napojów roślinnych. Goście będą mogli wybierać spośród festiwalowych menu śniadaniowych oraz kaw przygotowanych na napojach Alpro Barista. Cena takiego zestawu to 35 zł (+ opłata rezerwacyjna 9,99 zł/Gość; min. rezerwacja 2 Gości). Wśród propozycji znajdą się subtelne alproccino na Alpro Barista Owsiane oraz alprolatte Cinnamon Roll z puszystą pianką na Alpro Barista Cinnamon Roll.

Festiwalowe top śniadania czekają w Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie, Szczecinie, we Wrocławiu i na Śląsku. Rezerwacje trwają nawww.BreakfastWeek.pl.

Najlepsze stoliki szybko znikają – do zobaczenia przy stole!

Rezerwacje: https://RestaurantWeek.pl/ oraz https://app.rclb.pl

Termin Festiwalu: 7 października – 25 listopada

Piter Zajdel i Rafał Rogal Rogulski o wszystkich swoich składach,

0

Temperatura 40 stopni Celsjusza odnosi się najczęściej do ekstremalnych upałów lub wysokiej gorączki – podobno… I tak właśnie tak było kilka dni temu w Art Cafe Temperatura na warszawskim Gocławku, gdzie Piter Zajdel i Rafał Rogal Rogulski opowiadali o wszystkich swoich składach,

czyli: COLD WAR, Warsaw Buldogers, Doktór Hałabała & 7 Zbójów, Kosmici z Planety Wołomin, najnowszym albumie Warsaw Buldogers oraz jubileuszu 40-lecia pracy artystycznej Pitera i nadchodzącym koncercie, które 21 listopada 2026 rocku.

Całą rozmowę można obejrzeć na platormie:

Warto dodać, że partnerem i patronem medialym wydarzenia są : WIEŚCI PODWARSZAWSKIE.

Monika Wczucior

Historie zapisane na fotografiach

0

O dawnym Wołominie, rodzinnych korzeniach, fotografii i pasji do odkrywania lokalnej historii Ewelina Dzięcioł rozmawia z Krzysztofem Dąbrowskim, fotografem i operatorem telewizyjnym, współtwórcą projektu „Stary Wołomin na fotografiach”.

Krzysztof Dąbrowski w akcji, mundur i kamera z epoki.

Zacznijmy od Wołomina. Skąd wziął się pomysł, żeby przypominać jego dawną historię, rozmawiać z mieszkańcami i dokumentować wspomnienia ludzi, którzy pamiętają, jak wyglądał kiedyś?

Urodziłem się w Wołominie, więc to jest moje miejsce. Chociaż moja rodzina pochodzi z różnych stron Polski. Ojciec wywodzi się z Jedwabnego, a mama z Mazur, z Janówki koło Raczek. Mam też dość ciekawą historię rodzinną. Mój dziadek w czasie wojny przebywał w więzieniu w Mińsku białoruskim, później został wywieziony na Syberię. Objęła go amnestia, wrócił i razem z armią Andersa dotarł do Włoch, gdzie brał udział w bitwie o Monte Cassino. Historia zawsze była mi bliska. Być może dlatego, że dziadek, kiedy byłem małym chłopcem, zabierał mnie do lasu i pokazywał miejsca, w których kiedyś toczyły się bitwy, gdzie coś się wydarzyło. Pamiętam, jak biegałem po okolicach cmentarza, po dawnych okopach, które wówczas były jeszcze na tyle głębokie, że można było do nich wejść. Dzisiaj w wielu tych miejscach nie ma już śladu po dawnych czasach. Myślę, że właśnie dziadek zaszczepił we mnie zainteresowanie historią.

Kiedy postanowiłem stworzyć drzewo genealogiczne, pojechałem z ojcem do Jedwabnego, żeby odwiedzić rodzinę. Tam okazało się, że mój dziadek przygotował kiedyś maszynopis, w którym opisał historię naszej rodziny. Byłem tym odkryciem zaskoczony. Zeskanowałem cały maszynopis i teraz przepisuję go do wersji cyfrowej. Przygotowuję książkę w formacie PDF, żeby można było ją wygodnie czytać. Zależy mi jednak na tym, żeby zachować oryginalny język, gwarę i wszystkie charakterystyczne sformułowania, nawet te, które dzisiaj mogą wydawać się nieco archaiczne. Nie chcę poprawiać dziadka ani zmieniać sposobu, w jaki opowiadał. Ta książka wykracza daleko poza historię rodzinną. Zaczyna się od opowieści o przejeździe królowej Bony przez wieś Mocarze. Jest tam też historia mojego pradziadka, który walczył w armii carskiej podczas wojny krymskiej. Dziadek opisuje czasy zaborów, m.in. próby wcielenia pradziadka do armii carskiej i różne sposoby, jakimi próbował się przed tym uchronić. To właściwie opowieść o życiu ludzi na przestrzeni wielu lat, o wydarzeniach historycznych, które wpływały na losy kolejnych pokoleń. Książka kończy się na narodzinach mojego ojca i wuja.

Krzysztof Dąbrowski, pozostałości farbiarni Wołomin, ul. Marszałkowska.

Czy będzie Pan chciał teraz napisać ciąg dalszy rodzinnej historii?

Zacząłem pisać dalszą część. Opisuję własne życie, rodzinne wyjazdy do Jedwabnego, miejsca pochówku przodków, postacie, o których słyszałem w dzieciństwie, a także nasze przygody. Staram się na podstawie własnych wspomnień i dokumentów odtworzyć historię rodziny. Na razie planuję przygotować coś w rodzaju albumu dla najbliższych. Zobaczymy, co rodzina o tym powie. Być może kiedyś zdecyduję się na szersze udostępnienie tej historii.

Projekt „Stary Wołomin na fotografiach” zrodził się więc z miłości do historii i fotografii?

W pewnym sensie tak. Fotografia i film interesowały mnie właściwie od zawsze. Zbieram stare fotografie, szczególnie te związane z Wołominem. Dla niektórych są to po prostu stare zdjęcia, do których nie przywiązują większej wagi. Dla mnie to jednak dokumenty, które pokazują, jak wyglądało miasto, jak żyli ludzie, jak zmieniała się przestrzeń. W pewnym momencie okazało się, że podobne zainteresowania ma Piotr Lach z Wołomina. Odkryliśmy, że obaj kolekcjonujemy fotografie i właściwie zaczęliśmy „konkurować” ze sobą, kto ma ciekawsze materiały. W końcu uznaliśmy, że trzeba połączyć siły. Wcześniej założyłem na Facebooku stronę „Stary Wołomin na fotografiach”. Zaproponowałem Piotrkowi, żeby pomógł mi ją prowadzić, bo sam nie miałem już wystarczająco dużo czasu. Zaczęliśmy działać wspólnie i stopniowo projekt się rozwijał. Pewnego dnia powiedziałem Piotrkowi, że skoro pracuję w telewizji i mam doświadczenie w realizacji materiałów filmowych, moglibyśmy zrobić film o dawnym Wołominie. Zaproponowałem, żebyśmy spróbowali razem. Piotrek się zgodził i tak zaczęła się nasza przygoda z dokumentowaniem historii miasta.

Willa Laurentium, w trakcie II Wojny Światowej znajdowała się na terenie wołomińskiego getta, obecnie jest przywracana do stanu świetności.

Czy realizacja takich projektów jest czasochłonna?

Bardzo. Czasami mam wrażenie, że projekt niemal całkowicie pochłonął nasz wolny czas. Każdy z nas ma rodzinę, obowiązki zawodowe, a mimo to staramy się regularnie nagrywać kolejne materiały. Szczególnie zależy nam na rozmowach ze starszymi mieszkańcami. Zdarza się, że umawiamy się z kimś, kto ma ponad 90 lat, ale nagranie trzeba przełożyć, bo dana osoba źle się czuje. Umawiamy się ponownie, a potem dowiadujemy się, że już nie żyje. Niestety, takie sytuacje się zdarzają. To sprawia, że czasami trzeba działać szybko. Jeśli mamy możliwość nagrania wspomnień człowieka, który pamięta dawne wydarzenia, staramy się to zrobić jak najszybciej. W przeciwnym razie możemy bezpowrotnie stracić te informacje. Do tego dochodzi praca zawodowa, która również nie jest przewidywalna. Pracuję w telewizji i często wyjeżdżam w związku z realizacją materiałów. Zdarza się, że muszę spędzić kilka dni poza domem, pracując od rana do wieczora.

Oprócz filmów organizujecie również spacery historyczne po Wołominie. Jak mieszkańcy reagują na takie inicjatywy?

Byłem już na kilku takich spacerach i zauważyłem, że część uczestników regularnie wraca. Są to przede wszystkim mieszkańcy Wołomina, którzy rzeczywiście interesują się historią swojego miasta. Piotrek Lach cały czas zdobywa nowe informacje, więc z każdym kolejnym spotkaniem możemy przekazywać ludziom coraz więcej ciekawostek. Chcemy też, żeby te spacery były czymś więcej niż tradycyjnym oprowadzaniem z przewodnikiem. Dlatego przygotowujemy pewne urozmaicenie w postaci scen odtwarzanych na żywo. Podczas zorganizowanego 4 października spaceru po Wołominie wprowadziliśmy elementy rekonstrukcji historycznej. Pojawili się rekonstruktorzy, aktorzy, pojazdy i sceny nawiązujące do wydarzeń z przeszłości. Na przykład w pewnym momencie uczestnicy spaceru mogli spotkać niemieckich żołnierzy, którzy legitymowali ludzi czy kogoś zatrzymywali. Chcieliśmy w ten sposób na chwilę przenieść uczestników spaceru w realia historyczne. Dzięki temu można lepiej wyobrazić sobie, jak wyglądało życie w tamtych czasach. To zupełnie inna forma poznawania historii.

Przedwojenna fotografia, Kino – teatr „ADRIA” w Wołominie, w tle widać Strażnicę.

Przejdźmy do fotografii, która jest przecież jedną z Pana najważniejszych pasji. Kiedy zaczęła się ta przygoda?

Pierwsze zdjęcia robiłem już w szkole podstawowej. Co ciekawe, część tych fotografii można dzisiaj znaleźć na stronie „Stary Wołomin na fotografiach”. Zdarza się więc, że publikuję tam również własne prace sprzed wielu lat. Pamiętam, że podczas jednej ze szkolnych wycieczek do Warszawy trafiłem na Stare Miasto, które wówczas było jeszcze w trakcie odbudowy. W okolicach katedry św. Jana zobaczyłem otwarte drzwi do Polskiego Związku Artystów Fotografików. Wszedłem do środka, ponieważ odbywała się tam wystawa. Wcześniej znałem przede wszystkim fotografię użytkową, codzienną. Tam po raz pierwszy zetknąłem się z fotografią artystyczną. Oglądałem zdjęcia i pomyślałem sobie, że chciałbym kiedyś zobaczyć własną fotografię na takiej wystawie. Ta myśl została ze mną na długie lata.

Kiedy fotografia stała się Pana zawodem?

W pewnym sensie podczas służby wojskowej. Ponieważ byłem dość rozmowny, wspomniałem kiedyś komuś, że potrafię robić zdjęcia. W ten sposób poznałem chorążego, który zajmował się fotografowaniem uroczystości wojskowych. Zasugerował mi, żebym zgłosił się do redakcji „Głosu Żołnierza”, ponieważ poszukiwano tam fotografa. Powiedział, że mogę się do tego nadawać. Pojechałem na rozmowę. Organizowano konkurs, ponieważ było tylko jedno wolne miejsce. Byłem samoukiem, a moim konkurentem na to stanowisko był chłopak po technikum fotograficznym. Wydawało mi się, że nie mam większych szans w starciu z kimś, kto ukończył szkołę w tym kierunku. Ostatecznie jednak to ja zostałem wybrany. Dzięki temu mogłem zajmować się fotografią zawodowo. Jeździłem na różne wydarzenia, fotografowałem generałów, m.in. Wojciecha Jaruzelskiego i Jerzego Skalskiego, dowódcę Warszawskiego Okręgu Wojskowego. To było dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Kiedy wróciłem do cywila, wiedziałem, że chcę zostać fotografem. Były jednak pewne przeszkody. To były czasy PRL-u i żeby prowadzić własną działalność fotograficzną, trzeba było mieć odpowiednie przygotowanie zawodowe. Ukończyłem więc kurs w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego, który dawał mi wymagane uprawnienia. Następnie otworzyłem własną działalność. Początkowo pracowałem sam, wykonując przede wszystkim zdjęcia komercyjne. Oprócz tego realizowałem własne projekty, które nie miały charakteru zarobkowego. Szczególnie interesowały mnie portrety i fotografia ludzi. Zawsze lubiłem fotografować kobiety, więc często prosiłem koleżanki, żeby pozowały mi do zdjęć.

4-warstwowa guma chromianowa „warszawska” – kapliczka przy Trakcie Napoleońskim.

Czy pamięta Pan jakieś szczególne zlecenie fotograficzne z tamtych lat?

Pamiętam historię konkursu fryzjerskiego, który odbywał się prawdopodobnie w 1987 lub 1988 roku. Jedna z fryzjerek przyszła do mnie z propozycją wykonania zdjęć do konkursu metamorfoz. Chodziło o sfotografowanie kobiety przed zmianą fryzury i po niej. Nagrodą dla zwycięskiej fryzjerki było szkolenie w Berlinie. Mogła to wygrać tylko jedna osoba z całej Polski. Modelką była koleżanka tej fryzjerki. Zrobiliśmy zdjęcia na ul. Lipińskiej, przy elewacji budynku, ponieważ nie miałem wtedy jeszcze własnego studia. Wybrałem dzień, w którym światło było odpowiednio rozproszone przez chmury. Zrobiłem dziesięć zdjęć, z których wybraliśmy jedno do konkursu. Wysłaliśmy fotografię i okazało się, że dziewczyna wygrała. Pojechała do Berlina na szkolenie. To było bardzo miłe doświadczenie, które pokazało mi, że fotografia może przynieść ciekawe efekty nawet przy stosunkowo prostych środkach.

Teraz fotografia jest dla Pana sposobem na odpoczynek?

Zdecydowanie. Kiedy wracam do domu i chcę odpocząć od pracy w telewizji, nie sięgam po aparat cyfrowy, ale po analogowy. Lubię mechanizmy, aparaty, które mają różne pokrętła, przełączniki i własny charakter. Dla mnie taki aparat to coś więcej niż tylko narzędzie do robienia zdjęć. Szczególnie lubię fotografię tradycyjną, srebrową. Wkładam kliszę, robię zdjęcia, a później sam je wywołuję w domu. Mam własne miejsce do pracy, w którym przygotowuję również wywoływacze. Dzięki temu mogę praktycznie cały proces przeprowadzić samodzielnie. To daje mi ogromną satysfakcję. Lubię samodzielnie kontrolować każdy etap powstawania fotografii, od naciśnięcia spustu migawki po uzyskanie gotowego obrazu.

Msza święta przy kapliczce w Ossowie po przemianach ustrojowych w latach 90.

Co właściwie wyróżnia gumę chromianową? Dla zwykłego odbiorcy to może być dość tajemnicza nazwa.

To przede wszystkim technika, która daje ogromne możliwości ingerencji autora. I bardzo ważna jest tutaj jej niepowtarzalność. Jeżeli wykonam jedną odbitkę, a później chcę zrobić drugą, to ta druga nigdy nie będzie identyczna. Nie jestem w stanie zrobić dwóch takich samych fotografii. To właśnie powoduje, że każda odbitka staje się wyjątkowa.

Na czym polega jej wykonanie?

W dużym uproszczeniu wykorzystuje się światłoczułość gumy arabskiej, czyli żywicy akacji senegalskiej. Sama guma pięknie rozpuszcza się w wodzie, ale kiedy dodamy odpowiedni związek chromu, staje się światłoczuła. I nie chodzi tutaj o zwykłe światło żarówki. Potrzebne jest promieniowanie ultrafioletowe – można wykorzystać specjalną lampę albo po prostu słońce. Najpierw trzeba przygotować papier. Papier pokrywa się odpowiednio przygotowaną żelatyną, którą trzeba później zahartować, żeby nie rozpuszczała się w wodzie. Dopiero na tak przygotowanym podłożu można wykonywać odbitki. Jest to pracochłonne, ale właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze. Mam możliwość wpływania na końcowy efekt. Każda odbitka może wyglądać trochę inaczej. Czasami pojawia się przypadek, którego nie da się dokładnie powtórzyć. I to jest dla mnie najfajniejsze. Nie jestem w stanie zrobić drugiej identycznej fotografii. Dzięki temu każda praca ma w sobie coś indywidualnego.

Gdyby miał Pan jednym zdaniem powiedzieć, czym jest dla Pana fotografia?

Fotografia jest przede wszystkim zatrzymaniem chwili. Czasami wystarczy kilka sekund. Człowiek przechodzi obok, coś się wydarza, widzimy twarz, gest, sytuację. Jeśli wtedy nie zrobimy zdjęcia, później może już nie być czego fotografować.

Jest taka nieuwieczniona chwila, o której Pan nadal myśli?

Pamiętam kobietę, którą spotkałem jakieś dwadzieścia lat temu na Mazurach. Miała może siedemdziesiąt lat, siwy, gruby warkocz i niesamowitą twarz. Do dziś ją pamiętam. Wysiadłem z samochodu, bo chciałem zrobić jej zdjęcie. Ona uciekła. Podszedłem do furtki i próbowałem porozmawiać, powiedziałem, że jestem fotografem. Odpowiedziała: „Panie, idź pan stąd”. I zdjęcia nie zrobiłem. Młodą dziewczynę czasami łatwiej przekonać do pozowania niż starszą panią do tego, żeby pokazała swoje zmarszczki. A przecież właśnie one mogą być fascynujące. Czasami człowiek widzi kogoś przez kilka sekund i ten obraz zostaje w głowie na dwadzieścia lat.

Wróćmy do tego marzenia z czasów dzieciństwa, o którym Pan wcześniej wspomniał, czyli o autorskiej wystawie fotografii w Galerii Obok ZPAF. To marzenie udało się spełnić.

Zaprezentowałem tam wystawę o Cyganach – „Manusza”, co w języku romskim oznacza społeczeństwo. Było to rozwinięcie projektu, który realizowałem jeszcze w ramach dyplomu w Studium Fotografii ZPAF. Fotografowałem wioskę cygańską przez około półtora roku – latem, zimą, w różnych sytuacjach. Mieszkałem nawet tydzień w romskiej wiosce. Razem z nimi, myłem się i goliłem w rzece. Udało mi się do nich trafić dzięki księdzu, który był związany z tą społecznością i pomagał jej również w kontaktach z urzędami. Zależało mi na tym, żeby nie zrobić tylko kilku ładnych portretów, ale pokazać ich życie. Później ta wystawa została pokazana dokładnie w tym samym miejscu, do którego jako dziecko chodziłem i marzyłem, żeby kiedyś zobaczyć tam własne zdjęcie.

Czy planuje pan teraz kolejne wystawy?

25 października w CAW Wołomin zorganizowana zostanie wystawa zdjęć połączona z koncertem muzycznym piosenek Ryszarda Matusiewicza. Muzyka będzie związana z Wołominem – to piosenki dotyczące historii miasta, m.in. dawnej społeczności żydowskiej i starego Wołomina. Chcemy w ten sposób połączyć muzykę, fotografię i historię. Myślimy też o założeniu stowarzyszenia poświęconego staremu Wołominowi. Oczywiście cały czas szukamy ludzi, którzy mają ciekawe historie i wspomnienia związane z tym miastem.

Dziękuję za rozmowę