Chyba nigdy jak dotąd na łamach Wieści nie powracaliśmy do jednego zadania inwestycyjnego tak wiele razy, jak do kuriozalnej modernizacji ulicy Załuskiego w Kobyłce. Będący we władaniu starostwa ten „utwardzony dukt” od wielu lat wzbudza emocje nie tylko mieszkańców miasta, ale tysięcy osób, co dzień nim podróżujących. Tak, tysięcy, gdyż z założenia ulica Załuskiego miała być i jest alternatywną dojazdu do stolicy, którą dziennie przemierza 11 tysięcy aut. (…)
Po wizji lokalnej, dokonanej w połowie grudnia ub. roku naczelnik napisał co następuje: „Bezpośredni wyjazd w granicach krawężnika drogi uniemożliwia jakąkolwiek kontrolę ruchu na odcinku: chodnik – ulica. Usytuowanie bramy otwieranej ręcznie uniemożliwia wyjazd auta z posesji, tak by stojący na czas jej zamknięcia pojazd nie zagrażał bezpieczeństwu ruchu drogowego” – pisze w notatce, by już w kolejnych zdaniach odnieść się do prac koniecznych do wykonania przez właściciela posesji. „Prześwit między drewnianymi sztachetami płotu jest zbyt mały, sztachety są znacząco za wysokie, co uniemożliwia kontrolę ruchu na chodniku, jezdni. Brama ręcznie otwierana powinna być usytuowana tak, by można było bezpieczne pozostawić samochodu, wskazanym byłoby ją przesunąć wewnątrz działki.”
O ile wynurzenia naczelnika są ciekawe i zajmują wiele miejsca, o tyle niewiele mają wspólnego ze stanem faktycznym. Usytuowanie płotu, jego wysokość, szczelność, jak również posadowienie bramy jest takie samo jak przed zmianą organizacji ruchu i niezmienne od lat. Po dokonanych przez zarządcę drogi zmianach, szerokość chodnika przed posesjami znacznie się zmniejszyła, na jego środku pojawił się sygnalizator świetlny, a co gorsza, w linii bramy wjazdowej wymalowano przejście dla pieszych.
Do walki o poprawę bezpieczeństwa włączają się kolejni mieszkańcy ulicy Załuskiego. Sprawa zatacza coraz szersze kręgi, bo jak widać urzędnicza niemoc przeraża. (…)
Więcej na łamach Wieści.











