FOTO Jan Styfi (1839?-1921), aut. wzoru Jan Matejko (1838-1893), Andrzej Zajkowski (1851-1914) Fot. Ryc. z: „Kłosy” 1877, nr 618 s. 285, polona.pl, Biblioteka Narodowa, nr sygn. G.29106/I
Przyszło mu rządzić w niełatwych czasach. Pogrzebał najpierw ojca, a rok później – brata Bolesława. Został z całym księstwem, zachłannym bratem i wrogiem za miedzą.
Niespodziewana sukcesja
Konrad I mazowiecki nie uwzględniał Siemowita w swoich planach politycznych. Pierworodny Bolesław i drugi z kolei – Kazimierz byli bardziej doświadczeni i ambitni, dlatego ojciec skoncentrował się na nich.
Trzeci w kolejności syn Konrada Mazowieckiego został panem ziemi czerskiej w 1247 roku, po śmierci ojca. Ale już rok później sytuacja polityczna zmieniła się diametralnie – zmarł jego najstarszy brat, panujący książę mazowiecki Bolesław I. Ten ostatni miał świadomość, że gdy go zabraknie, sytuacja młodszego brata stanie się dramatyczna, dlatego przekazał mu w testamencie wszystkie swoje ziemie. Siemowit objął rządy w północnej części Mazowsza, księstwie płockim, jednocząc tym samym całe Mazowsze.
Wzmocnienie sojuszu
W 1247 roku Siemowit ożenił się z Perejasławą, córką Daniela halickiego, króla Rusi. Była to kontynuacja polityki Konrada mazowieckiego zacieśniania stosunków sąsiedzkich, tak potrzebnych w walkach z Jaćwingami i Litwinami, a także jako kontrapunkt do rosnącego apetytu Krzyżaków na graniczne ziemie.
Na samym początku panowania Siemowita obydwaj panowie wybrali się na wojnę z Jaćwingami, a trzeba pamiętać, że nie był to łatwy przeciwnik. Sama Jaćwież była łakomym kąskiem również dla Kazimierza kujawskiego, litewskiego władcy Mendoga, ale i dla samych Krzyżaków. Wyprawa ta nie przyniosła zamierzonych efektów: pomimo spustoszenia znacznych terenów oraz pojmania wielu jeńców, nie uzyskano uzależnienia tej części Jaćwieży. W jej trakcie dochodziło za to do konfliktów pomiędzy Mazowszanami i Rusinami – chodziło o kwestię dowództwa wyprawy. Kolejna – w 1253 roku – również skończyła się fiaskiem.
Rodzinna tradycja
Przełomowym momentem w polityce Siemowita było zawarcie układu z Krzyżakami w 1254 roku. Na jego mocy wraz z Danielem miał zatrzymać 1/3 ziem jaćwieskich, zaś w zamian mieli pomagać Zakonowi w walce przeciwko ich wrogom. Układ ten skierowany był przeciwko Kazimierzowi kujawskiemu, który w rewanżu… uwięził Siemowita i jego żonę. I tu nastaje dziwna sytuacja: żaden z sojuszników księcia mazowieckiego nie upomniał się o bezprawnie pozbawioną wolności parę. Na szczęście para książęca odzyskała wolność po kilku miesiącach.
Brat przeciwko bratu
Mazowszu zaczął w tym czasie zagrażać nowy przeciwnik — Litwa, jednocząca się pod wodzą Mendoga. A z kim zawarł sojusz władca litewski? Oczywiście, że z Kazimierzem kujawskim! Dlatego Siemowit w 1260 roku zawarł z Krzyżakami układ w Troszynie, skierowany przeciwko Litwie, a także najprawdopodobniej Kazimierzowi. Nie uchroniło to jednak Mazowsza od najazdów litewskich.
W trakcie jednego z kolejnych najazdów doszło do brzemiennego w skutkach wydarzenia. Najeźdźcy zapuścili się daleko, bo spustoszyli nawet Płock, czyli ówczesną stolicę księstwa.
Jednak kluczowe dzieło dokonało się na terenach dzisiejszej Warszawy. Jan Długosz w „Rocznikach” tak opisuje to zdarzenie: „Zjednoczeni Rusini i Litwini, sprzymierzeni już umowami i związkami, z całą potęgą i wojskiem obydwu narodów wkraczają zbrojnie na ziemie Mazowsza (…) Napadłszy też nocą w wigilię św. Jana Chrzciciela na księcia Mazowsza Siemowita, syna Konrada, który przebywał wówczas w swojej wsi i dworze Jazowsku, czyli Jazdowie albo Jazdenie, chwytają go zanim można go było powiadomić o ich zbrojnym najeździe i biorą do niewoli tak samego księcia Siemowita, jak i jego syna Konrada i towarzyszących rycerzy i rozgrabiają całe mienie książęce (…) siostrzeniec króla Rusi Daniela, okazawszy wobec księcia Mazowsza Siemowita pochwyconego i związanego (przypadł bowiem w udziale Rusinom) okrucieństwo większe niż kat, ściął go bezlitośnie. O taką samą śmierć i katuszę byłby przyprawił jego syna Konrada, gdyby się ten nie był dostał w udziale księciu Mendogowi i Litwinom, którzy go zachowali”.
– Można było tego uniknąć. Już od jakiegoś czasu alarmowaliśmy, że kamienica może się zawalić, ale nikt nie reagował – mówią mieszkańcy ul. Warszawskiej w Wołominie, komentując częściowe zapadnięcie się znajdującej się tam kamienicy, do którego doszło 17 kwietnia.
Po godzinie 12.45 na miejscu katastrofy budowlanej od razu pojawiła się straż oraz policja. „Po przyjeździe na miejsce zastano zawaloną część murowanej kamienicy. Po wykonaniu rozpoznania nie stwierdzono osób poszkodowanych. Na miejsce zadysponowano Specjalistyczną Grupę Poszukiwawczo-Ratowniczą z Komendy Miejskiej PSP m.st. Warszawy, zadaniem której był monitoring stabilności budynku. W wyniku zdarzenia wyłączony z użytkowania został budynek wielorodzinny oraz sąsiedni plac budowy. Zniszczeniu uległy ponadto maszyny budowlane oraz wyposażenie restauracji. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego decyzją administracyjną wyłączył z użytkowania obiekt oraz wstrzymał budowę. Ponadto czasowo ograniczono ruch kołowy na ulicy Warszawskiej” – informowała Komenda Powiatowa PSP w Wołominie. Ogromne straty ponieśli właściciele restauracji, która znajdowała się akurat w zawalonej części kamienicy.
– Zawaliła się część naszego budynku, w której znajdował się magazyn restauracji. Od początku budowa budziła nasze zastrzeżenia. Informowaliśmy o zagrożeniu zarówno właściciela budynku, jak i firmę budowlaną – zapewniano nas jednak, że wszystko jest pod kontrolą. Niestety, stało się najgorsze. Na szczęście nikt z naszego zespołu nie ucierpiał. W wyniku katastrofy struktura budynku została poważnie naruszona. Czekamy na dalsze informacje od odpowiednich służb, ale wszystko wskazuje na to, że „Pobite Talerze” zostają zamknięte na dłużej… albo na zawsze – informowali restauratorzy, którzy zaraz po katastrofie musieli ewakuować się z lokalu. (…)
W Kobyłce zmieniono nieco dotychczas obowiązujące zasady dotyczące wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu Miasta Kobyłka.
Zmiany wynikają z potrzeby wprowadzenia bardziej elastycznych rozwiązań w zakresie zarządzania miejskim zasobem mieszkaniowym, szczególnie w odniesieniu do lokali w budynkach oddanych do użytkowania po dniu 30 czerwca 2024 r. Włodarzom Kobyłki zależy na tym, aby w pełni zasiedlić nowoczesny budynek komunalny, znajdujący się przy ul. Kordeckiego. Obiekt ten na początku lutego br. został oddany do użytkowania, ale nadal nie jest on w pełni zasiedlony przez lokatorów. (…)
Rozpoczyna się budowa sieci ścieżek rowerowych wokół Jeziora Zegrzyńskiego wraz z odcinkami uzupełniającymi. Chodzi o domknięcie „rowerowej obwodnicy” Zalewu Zegrzyńskiego. Do 2027 roku powstanie tu droga rowerowa długa na 24 kilometry, która połączy gminy Wieliszew, Serock, Radzymin i Nieporęt.
Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie opublikowało coroczną Ocenę zasobów pomocy społecznej
dla Powiatu Wołomińskiego. Umieszczono w niej dane o sytuacji demograficznej i społecznej oraz zaakcentowano główne problemy powiatu w tym zakresie.
Powiat wołomiński jest jednym z najludniejszych powiatów ziemskich województwa mazowieckiego. Przeciętnie 286,7 osób mieszka na 1 km2 powierzchni regionu. Na terenie powiatu, według obowiązującego podziału administracyjnego znajduje się 12 gmin. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego powiat wołomiński na dzień 05.06.2024 r. liczył 275 871 mieszkańców, w tym 133 686 mężczyzn i 142 185 kobiet.
Liczba mieszkańców powiatu wołomińskiego w 2024 r. w stosunku do poprzedniego roku wzrosła o 2 460.
Na koniec 2024 roku liczba zarejestrowanych bezrobotnych w powiecie wołomińskim wynosiła 4 504 osób. Liczba osób z prawem do zasiłku według stanu na 31.12.2024 r. wynosiła 656 osoby. Liczba długotrwale bezrobotnych wyniosła 2 057 osób. Od 2021 r. liczba osób bezrobotnych zarejestrowanych w urzędzie pracy maleje, co można uznać za początek trendu spadkowego bezrobocia na terenie powiatu wołomińskiego. (…)
Modernizacja drogi wojewódzkiej 634 trwa w najlepsze, gdy tymczasem władze Mazowsza już szykują się na remont kolejnej głównej arterii w naszym powiecie – DW 631. Jak poinformowała nas rzecznik Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich (MZDW) Monika Burdon, aktualnie u wojewody mazowieckiego procedowana jest decyzja ZRID (decyzja na realizację inwestycji drogowej). Droga została projektowana w dotychczasowym śladzie, na długości niemalże 18 km.
Na odcinku od DK61 do skrzyżowania z ul. Główną i Dworkową w Markach droga będzie miała jedną jezdnię, a od tego skrzyżowania do skrzyżowania z drogą 634 (przez Zielonkę) wybudowane zostaną dwie jezdnie. Na całej długości powstanie ścieżka pieszo-rowerowa. Projekt zakłada budowę nowych obiektów inżynierskich, w tym bezkolizyjne skrzyżowanie nad linią kolejową Warszawa Wileńska – Wołomin Słoneczna. W Nieporęcie droga będzie jednojezdniowa wraz z drogami serwisowymi. W obrębie „dzikiej plaży” droga 631 zostanie poprowadzona estakadą, zaś pod obiektem powstanie bezkolizyjne przejście dla pieszych.
– Jeżeli nie będzie odwołań od decyzji ZRID, prace drogowe planujemy rozpocząć w przyszłym roku (po rozstrzygnięciu postępowania przetargowego i podpisaniu umowy z wykonawcą) – deklaruje MZDW.
Szerzej aktualną sytuację wokół modernizacji DW 631 nakreślił Wieściom radny reprezentujący nasz okręg w Sejmiku Województwa Mazowieckiego – Igor Sulich. (…)
Wiosna tuż tuż – dlatego warto pomyśleć o weekendowych wyjazdach. Ważne jest to, aby odpowiednio spakować się na taki wyjazd – nie zabierać ze sobą zbyt dużo, ale jednak mieć pod ręką niezbędne rzeczy.
Wybierz odpowiedni plecak
Zacznij od wyboru plecaka. Zbyt duży plecak może być zwyczajnie niewygodny. Na krótki wypad wystarczy ci plecak o pojemności 30-40 litrów, w którym zmieścisz wszystkie niezbędne akcesoria – takie jak ubrania, buty sportowe oraz klapki męskie 40. Jeżeli wybierasz się na krótką wycieczkę samolotem, to pamiętaj także o tym, aby wymiar plecaka nie przekraczał limitów bagażu podręcznego danych linii lotniczych.
Plecak powinien być odpowiednio dopasowany – regulowane szelki i pas biodrowy to jedne z najważniejszych cech wygodnego plecaka. Warto także zwrócić uwagę na wentylację pleców – siatkowy system nośny pomaga unikać przegrzania i pocenia się. Przydatne mogą okazać się kieszonki na drobiazgi, dzięki którym możesz mieć wszystko pod ręką. Pamiętaj też o tym, aby zabezpieczyć plecak przed deszczem – w tym celu zaopatrz się w przeciwdeszczowy pokrowiec.
Zabierz niezbędne ubrania
Ubrania to niezbędny element każdej wycieczki. Powinny być dostosowane zarówno do celu podróży, jak i planowanej pogody. Wybieraj rzeczy, które możesz ze sobą łatwo połączyć, a także takie, które zajmują mało miejsca. W uniwersalnym zestawie ubrań nie powinno zabraknąć wygodnych ubrań sportowych – takich jak koszulki, bluzy oraz długie spodnie. Pamiętaj także o bieliźnie – jeśli wybierasz się w chłodniejsze rejony, to możesz zdecydować się na bieliznę termiczną.
Najważniejsze jednak jest wygodne obuwie. To ono zapewni ci komfort na wyjeździe. Zabierz ze sobą przynajmniej jedną parę sportowych butów, w których czujesz się wygodnie. Jeśli dysponujesz przestrzenią w swoim bagażu, to możesz także zabrać ze sobą sandały lub klapki męskie – szczególnie jeśli wybierasz się nad morze lub jezioro. W niektórych przypadkach trafionym wyborem mogą okazać się także buty do wody, które chronią nogi przed otarciami.
Spakuj praktyczne akcesoria
Nie zapomnij o akcesoriach, które mogą pomóc w różnych sytuacjach. Podstawą z pewnością będzie ładowarka do telefonu. Jeśli wybierasz się do miejsca, w którym dostęp do gniazdek elektrycznych jest utrudniony, to możesz zabrać ze sobą także naładowany powerbank. Przy wyborze powerbanka zwróć uwagę na to, aby jego pojemność wynosiła minimum 10 000 mAh. Spakuj także słuchawki lub głośnik bluetooth. Słuchanie muzyki na wycieczce znacznie umila czas wolny.
Na wyjeździe przyda ci się także kosmetyczka. Postaw jednak na minimalizm i spakuj tylko te kosmetyki, które są ci naprawdę niezbędne. Szczoteczka i pasta do zębów, mini szampon i żel pod prysznic, dezodorant i krem do twarzy to produkty, które nie zajmą dużo miejsca w plecaku. Zabierz ze sobą także mini apteczkę – plastry na otarcia, leki na biegunkę oraz tabletki przeciwbólowe. Mogą przydać się w różnych niespodziewanych sytuacjach.
Co wspólnego z Mazowszem mają turki? Dlaczego w Prostyni piecze się z ciasta figurki kóz? I gdzie bębni się na barabanie? Odpowiedzi na te pytania znajdziemy w mazowieckich zwyczajach i tradycjach.
Najważniejsze obchody Wielkiego Tygodnia skupiają się na Triduum Paschalnym, zamykającym okres Wielkiego Postu. Należą do niego Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielka Sobota.
Wielkie dni w Wielkim Tygodniu
Wielki Czwartek to święto obchodzone na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy – paschalnego posiłku spożywanego przez Jezusa z apostołami w przeddzień Jego śmierci. W doktrynie Kościoła katolickiego to moment ustanowienia sakramentów Eucharystii i kapłaństwa. Podczas wieczerzy Chrystus zapowiada swoją śmierć, dzieli się z apostołami chlebem i winem, obmywa im nogi i ujawnia zdradzieckie zamiary Judasza. Opis tego wydarzenia znajduje się we wszystkich czterech ewangeliach.
Charakterystycznym obrzędem wielkoczwartkowym, celebrowanym podczas liturgii, jest obmywanie nóg ubogim. Gest ten jest symbolem pokory, miłości bliźniego i równości wszystkich ludzi wobec Boga.
Po zakończeniu wieczornej mszy Najświętszy Sakrament przenosi się do adoracji do tzw. ciemnicy. Tabernakulum zostaje otwarte i puste. Z ołtarza jest zdejmowany mszał, świece, krzyż i obrus. Zamiera głos dzwonów. Wszystko trwa w oczekiwaniu na Wielki Piątek – dzień żałoby.
Wielki Piątek to moment smutku na znak męki i śmierci Jezusa. Wielu chrześcijan narzuca sobie w tym czasie ścisły post, a niektórzy całkowicie wstrzymują się od spożywania pokarmów. Niegdyś na znak żałoby zatrzymywano zegary, zasłaniano lustra, zachowywano powagę. Wielki Piątek to jedyny dzień w roku, w którym w kościołach nie odprawia się mszy świętej. W bocznych nawach są odsłaniane groby Pańskie, najczęściej wyobrażające grotę ze spoczywającym w niej ciałem Chrystusa.
Ostatnim dniem Wielkiego Postu i Wielkiego Tygodnia jest Wielka Sobota. Najważniejszym momentem tego dnia jest święcenie pokarmów spożywanych podczas śniadania wielkanocnego. Obecnie ceremonia ta odbywa się w kościołach. Niegdyś kosze z jedzeniem święcono pod miejscową kapliczką lub krzyżem, gdzie schodziła się cała wieś. Możni przyjmowali księdza w domu – kapłan kropił wodą święconą całe stoły zastawione suto potrawami przygotowanymi na Wielkanoc. W niektórych miejscowościach kultywowano ten zwyczaj do lat 60. XX wieku. Tak było na warszawskim Ursynowie, co wspominają najstarsi mieszkańcy wsi, które weszły w skład tej dzielnicy. Jednym z nielicznych miejsc, gdzie przetrwała praktyka święcenia pokarmów w domu, jest Dąbrowa Chotomowska – wieś położona w powiecie legionowskim.
Turki w Górze i Drobinie
Na Mazowszu warto w tym czasie odwiedzić oddalone od siebie o 10 km miejscowości Górę i Drobin w powiecie płockim, gdzie zachował się zwyczaj wystawiania straży grobowych zwanych turkami wielkanocnymi. Pochodzenie tej tradycji nie jest do końca wyjaśnione. Najprawdopodobniej zwyczaj ten pojawił się w Polsce w XII wieku wraz z Zakonem Rycerskim Grobu Bożego w Jerozolimie. Zakon spopularyzował budowanie symbolicznych grobów Jezusa i wystawianie przy nich wartowników, ucharakteryzowanych na wzór rzymskich żołnierzy. Trudno jednak o jednoznaczne wyjaśnienie nazwy „turki” w tej tradycji oraz obecności orientalnych kostiumów, w które są ubrani wartownicy. Najbardziej rozpowszechniona teoria nawiązuje do czasów zwycięskiej bitwy pod Wiedniem, kiedy do kraju powracały oddziały wojskowe ze zdobycznymi egzotycznymi ubiorami, bronią i jeńcami. Przez lata stroje nieco się zmodyfikowały, ale ten ciekawy zwyczaj przetrwał w niektórych miejscach Polski do czasów współczesnych.
Barabanienie w Iłży
W Iłży, położonej na południowych krańcach województwa mazowieckiego, Wielkanoc jest ogłaszana w wyjątkowy sposób. W noc poprzedzającą Wielką Niedzielę ulicami miasta wędruje ośmiu bębniarzy z XVII-wiecznym barabanem. Zatrzymują się w ustalonych miejscach i pod wodzą solisty wybijają charakterystyczny rytm. Ich trasa ma około 10 kilometrów. Kulminacja następuje o godzinie 5.45 przed kościołem farnym – wtedy odbywa się natężone barabanienie, symbolizujące pękanie skał zasłaniających grób Chrystusa.
Wielkanoc
W pierwszą niedzielę po wiosennej pełni księżyca nastaje dzień Zmartwychwstania Pańskiego – największe i najstarsze chrześcijańskie święto. W pierwszych wiekach naszej ery było jedynym świętem wyznawców Chrystusa. Geneza Wielkanocy splata się z żydowskim świętem Pesach (czyli Paschą), obchodzonym w tym samym czasie. Uważa się, że pierwsi chrześcijanie świętowali Wielkanoc-Paschę w ramach obrzędów żydowskich. W tradycji Kościoła obchody wielkanocne wyrażają najważniejsze kanony wiary – odkupienie, zbawienie, nieśmiertelność duszy i życie wieczne. W swojej głębokiej warstwie przedchrześcijańskiej Wielkanoc zawiera symbolikę odradzania się przyrody, świętowanie wiosny, pochwałę sił witalnych.
W polskiej tradycji dzień ten wypełniają liczne zwyczaje domowe i obchody kościelne. Rano odbywa się rezurekcja – uroczysta msza święta połączona z procesją z Przenajświętszym Sakramentem wyniesionym z grobu Pańskiego. W domach, w gronie rodzinnym, jest spożywane śniadanie, podczas którego bliscy dzielą się jajkiem i innymi pokarmami święconymi w Wielką Sobotę oraz składają sobie życzenia. Na świątecznym stole królują jajka, baranek wielkanocny (Agnus Dei), biała kiełbasa, wędliny, chrzan, baba drożdżowa, mazurki, pascha. Urządzane są zabawy pisankami i kraszankami.
Śmigus-dyngus
Drugi dzień świąt wielkanocnych to tzw. lany poniedziałek albo śmigus-dyngus. Co znaczy ta nazwa? Śmigus znaczy „bić” – smagać zielonymi gałązkami, a „dyngus” – wykupywać, co wiąże się z wesołą kwestą młodych chłopców chodzących od domu do domu z traczykiem, barankiem lub kurkiem dyngusowym (żywym kogutem), symbolizującym męskie siły witalne. Chodzenie po dyngusie wiązało się z zalotami, oblewaniem dziewcząt wodą, wypraszaniem darów wielkanocnych.
Smaganie zielonymi gałązkami i polewanie wodą to relikty starych praktyk magicznych, które miały na celu zapewnienie płodności, urodzaju, plenności roślin, dawały oczyszczenie, urodę, zdrowie, siłę i liczne potomstwo.
Obchody dni gospodarskich
Dni świętych Wojciecha, Jerzego i Marka, trwające od 23 do 25 kwietnia, to ważny moment w gospodarskim życiu wsi – rozpoczynały bowiem sezon prac rolniczych. Na św. Wojciecha pieczono okrągły chleb (korowaj), z którym obchodzono pola, zakopując w rogach pozostałości ze święconki.
Na św. Jerzego zaczynano siać len i uroczyście wyganiano bydło na wypas. Bydło okadzano święconym zielem, rogi smarowano dziegciem lub czosnkiem, nad głowami zwierząt kreślono znak krzyża, obchodzono zwierzęta z obrazkiem św. Jerzego i wypowiadano zaklęcia ochronne.
Obchody dni gospodarskich kończył dzień św. Marka. Był to moment sadzenia ziemniaków. Po zakończonej pracy wszyscy spożywali przyniesiony przez gospodynię chleb z dodatkiem utartych kartofli.
Zielone Świątki
Święto Zesłania Ducha Świętego to tzw. Zielone Świątki. Jest świętem ruchomym, obchodzonym w niedzielę. W tym roku przypada 8 czerwca. Według Dziejów Apostolskich 50 dni po zmartwychwstaniu Chrystusa na Marię i apostołów zebranych w Wieczerniku zstąpił Duch Święty, zsyłając na nich dary duchowe, zwane charyzmatami. W teologicznym znaczeniu to biblijne zdarzenie jest uznawane za dopełnienie objawienia Boga ludziom i za początek Kościoła. Święto Zesłania Ducha Świętego, będące jedną z najstarszych i najważniejszych uroczystości w liturgii, zamyka cykl obchodów wielkanocnych. Symbolem tego święta są zielone gałęzie drzew i tatarak, którymi mai się domy, zagrody, kapliczki.
Święto ma wyjątkowy przebieg na Urzeczu. Na doroczne obchody spływają galary, krypy, szkuty i baty z całego Urzecza i Warszawy. Każda łódź jest tradycyjnie umajona zielonymi gałązkami, które mają chronić przed złymi duchami wodnymi.
Uroczystość Trójcy Przenajświętszej
W następną niedzielę po Zielonych Świątkach jest obchodzona Uroczystość Trójcy Przenajświętszej – jedno z najważniejszych liturgicznych świąt. Bóg w trzech osobach jest dogmatem wiary chrześcijańskiej, dla niej charakterystycznym. W tym dniu w Sanktuarium Trójcy Przenajświętszej i św. Anny w Prostyni odbywa się odpust. Jego nieodłącznym elementem są figurki małych kózek wykonane z ciasta. Zwyczaj związany z ich wypiekiem ma różne wytłumaczenia. Jeden z przekazów podaje, że ich historia jest związana ze słynącą cudami figurą. Gdy na początku XVI wieku budowano w Prostyni pierwszy drewniany kościół, przyniosły ją tu fale powodzi. Płynącą w wezbranej rzece rzeźbę wypatrzyły pasące się na nadbużańskich łąkach kozy. Głośnym meczeniem zwróciły uwagę rybaków, którzy wyłowili figurę z rzeki i umieścili w sanktuarium.
Inny przekaz mówi, że tradycja ta ma związek z prześladowaniem przez cara unitów podlaskich, którzy – nie mogąc oficjalnie przebywać w kościołach katolickich – stosowali różne wybiegi i kamuflaże. Jednym z nich było przybywanie na odpust w Prostyni w charakterze handlarzy kóz. Zwierzęta przywiązywali do drzew, a sami mieszając się z tłumem, mogli przystąpić do sakramentów.
Jeszcze inne wytłumaczenie wiąże się z herbem Półkozic rodu Prostyńskich. Kozy z ciasta pojawiają się nie tylko w Prostyni, ale i w okolicznych miejscowościach. Można je kupić na odpustowych straganach.