Wołomińscy radni opozycji nie zgodzili się na głosowanie nad uchwałą intencyjną, która miała zmienić wizerunek wjazdu do Wołomina. Projekt skweru upamiętniającego wydarzenia z Bitwy Warszawskiej 1920 r. wykonał znany polski architekt, a w centrum nowej wizytówki Wołomina miałaby stanąć replika czołgu Renault FT 17, zmontowana i podarowana przez wołomińskiego przedsiębiorcę.
Zarówno na komisjach przed sesją, jak i na samej sesji Rady Miejskiej radni PiS oraz radny Dominik Kozaczka nie ukrywali faktu, że nie podoba im się brak informacji o konkretnej kwocie realizacji skweru, czy jego lokalizacja (to właśnie starosta PiS przy wiedzy burmistrza z PiS kazał wywieźć kilka lat temu nocą czołg T-34, stojący w tym samym miejscu, w którym miałby stanąć teraz pojazd wojskowy polskiej armii). Na komisji przed sesją pokrzykiwali na darczyńcę czołgu Bogdana Domagałę i wskazywali mu inne lokalizacje doprowadzając go do takiego zdenerwowania, że w czasie dyskusji opuścił salę konferencyjną.
Także na czwartkowej sesji radni wydawali się być zaskoczeni lokalizacją czołgu i faktem, że wokół niego miałaby powstać przestrzeń nawiązująca do historii Bitwy w 1920 r. Jak mówili, myśleli, że czołg będzie stał na zwykłym, kamiennym postumencie, tak jak wywieziony z miasta T-34. Dlatego zdecydowali o nieprzyjęciu uchwały intencyjnej, w sprawie budowy skweru, by jak deklarowali, mogli się jeszcze zastanowić.
– Chcemy by ten temat powrócił na kolejnych sesjach i chcemy przedyskutować montaż finansowy tej inwestycji, w kwestii lokalizacji i kwestię podjęcia konsultacji społecznych – zaproponował radni PiS Adam Bereda, zaznaczając, że pojawiły się uwagi co do pewnych niuansów: – Jeśli damy zielone światło, by nie blokować tej inwestycji, wszyscy radni powinni być do tego przekonani – postawił warunek. (…)
Więcej na łamach Wieści.